Pięcioraka ścieżka
Autor: Paul Waibl
Tłumaczenie: Ewa Zachara
Pojęcie "pięcioraka ścieżka" opisuje nasz rozwój. Nie ma ono zastosowania na najwyższym, absolutnym poziomie - tu wszystkie właściwości umysłu są już obecne i manifestują jego prawdziwą naturę. Na początku nie potrafimy czerpać z tego faktu żadnych bezpośrednich korzyści, na dłuższą metę ma on jednak ogromne znaczenie. Gdybyśmy nie posiadali już teraz wszystkich doskonałych właściwości oświecenia, cały nasz wysiłek ukierunkowany na urzeczywistnienie go, nie miałby żadnego sensu. Dlatego Gampopa w swoim klasycznym dziele "Klejnotowa ozdoba wyzwolenia", zaczyna opis Diamentowej Drogi, którą podążamy, od wyjaśnienia czym jest natura Buddy. Stwierdza, że natura Buddy jest przyczyną oświecenia, co oznacza, że wszystkie posiadające świadomość istoty mogą ją osiągnąć.
Mamy już wszystkie właściwości, które przejawiają się w pełni w chwili oświecenia, mieliśmy je zawsze. Można to wyrazić inaczej: prawdziwa natura umysłu nie stanie się lepsza pod wpływem oświecenia ani gorsza pod wpływem pomieszania. Kolejne wyjaśnienie mówi, że między podstawą, a owocem nie ma żadnej różnicy. Oczywiście ta prawda znowu dotyczy absolutnego poziomu. Podstawa oznacza prawdziwą naturę umysłu, taką jaka jest, a owoc oznacza jej urzeczywistnienie, rozpoznanie jako takiej. Na ostatecznym poziomie obie te rzeczy są identyczne. Nie pojawiają się tu żadne nowe jakości. Myśląc logicznie, gdyby musiały się one dopiero rozwinąć i były zależne od jakichś określonych warunków, to, co by powstało, można by znowu utracić. Dlatego, przynajmniej w naszej tradycji, w ten właśnie sposób rozumiemy wyjaśnienia, które Budda zawarł w trzecim cyklu swoich nauk, dotyczącym natury umysłu. Zgodnie z nimi, wszystkie doskonałe właściwości umysłu, takie jak radość, mądrość, czy współczucie, były zawsze naszą prawdziwą naturą, a cały rozwój polega jedynie na usuwaniu zasłon i zaciemnień, które sprawiają, że nie możemy tego doświadczyć. Przyczyną i źródłem właściwości budzących się na ścieżce jest sam umysł. Można to zilustrować używając jako przykładu słońca - nieważne, jak bardzo zachmurzone jest niebo, słońce i tak świeci, nie można go jedynie zobaczyć. Zasłony i zaciemnienia umysłu są jak chmury - kiedy się je usunie, widać to, co było za nimi obecne przez cały czas. Inne porównanie mówi o diamencie leżącym w błocie. Na początku wcale nie widać, że jest to drogocenny kamień. Od czasu do czasu być może przez chwilę zabłyśnie, ale dopiero kiedy weźmiemy go do ręki, usuniemy brud i wypolerujemy, ujawnią się wszystkie jego właściwości. Jednocześnie jest to ten sam klejnot, który leżał na ulicy - wtedy jego właściwości po prostu nie były widoczne.
Budda nauczał, że tak samo jest z naturą naszego umysłu i naszymi właściwościami. Dzięki praktyce nie można wprowadzić do umysłu mądrości, współczucia czy innych doskonałych właściwości oświecenia - gdyby było to możliwe, nie byłyby one absolutne, gdyż wszystko co przychodzi, musi również odejść.
Do tej pory patrzyliśmy na umysł tylko z lotu ptaka, z absolutnego poziomu.
Jednocześnie, chociaż wszyscy mamy wszystkie doskonałe właściwości, nie doświadczamy ich. Tym, co rzeczywiście przeżywamy, są wyłaniające się z niewiedzy stany umysłu, które przeszkadzają nam w rozpoznaniu naszej prawdziwej natury. Ponieważ jednak to oświecenie jest najgłębszą prawdą o nas, trud usuwania zasłon opłaca się - nie znajdziemy pod nimi tylko kolejnych warstw zanieczyszczeń, nie trafimy również na nicość. Przyczyną wszystkich zaciemnień, z powodu których cierpimy, jest podstawowa niewiedza - u wszystkich taka sama. Również zasłony i zaciemnienia są takie same i proces pozbywania się ich przebiega u różnych istot podobnie.
Istnieją oczywiście pewne indywidualne różnice. Jedni podążają ścieżką szybciej, inni wolniej, w życiu niektórych ludzi pewne fazy rozwoju mijają błyskawicznie, podczas gdy innym zabierają one całe kalpy. Zależy to od metod, które stosujemy, a także od intensywności naszej praktyki i od tego, jak zręcznie ją wykonujemy. Jednocześnie to, co zostaje oczyszczone i to, co zostaje osiągnięte, jest zawsze takie samo. Nauki Buddy opisują, w jaki sposób stopień po stopniu przebiega nasz rozwój. Nie mówią o szczegółach, takich jak na przykład osobiste doświadczenia na ścieżce, ponieważ te zależą od wielu czynników. Istnieje jednak ogólny wzorzec rozwoju - właśnie ów schemat opisuje pięcioraka ścieżka.
Jest to rzeczywiście ogólny wzorzec - pojęcia pięciu ścieżek używa się zarówno w hinajanie, jak też w mahajanie. Istnieją jednak również inne systemy. Na przykład w terminologii mahamudry mówi się o czterech jogach, które z kolei dzielą się na trzy stopnie: mały, średni i duży. W tekście Nyndro znajduje się nawet modlitwa XIII Karmapy, której fragment brzmi: "Obyśmy urzeczywistnili dwanaście jog". Poziomy te określają kolejne doświadczenia powstające w umyśle praktykującego Wielką Pieczęć. Zasadniczo klasyfikacja ta jest identyczna z pięcioraką ścieżką, stosuje tylko inną terminologię.
Dlaczego potrzebujemy jednak w ogóle informacji o celu i drodze?
Z jednej strony świadomość tego, jakie doskonałe właściwości wyrażają oświecenie jest źródłem prawdziwej inspiracji, z drugiej zaś wiedza ta pomaga nam w ocenie własnego rozwoju. Jeżeli ktoś medytuje już kilka lat, często zadaje sobie pytanie, co mu to rzeczywiście dało i co powinno się zmienić w jego umyśle na skutek praktyki. Na pewno po jakimś czasie pracy z umysłem powinniśmy lepiej funkcjonować, mieć mniej przeszkadzających uczuć, więcej współczucia, nie brać samego siebie tak poważnie itd. Takie są powszechne wyobrażenia i są one słuszne. Ale o co tak naprawdę chodzi? Często jest to trudne do uchwycenia. Dlaczego stosujemy metody, co jest naprawdę ich celem? Kiedy słyszymy wtedy o poszczególnych fazach rozwoju, uzyskujemy jego wyraźny obraz i możemy lepiej ocenić, na jakim etapie się właśnie znajdujemy. Na przykład w opisie "dużej drogi nagromadzenia" jest mowa o stanach wchłonięcia medytacyjnego. Kiedy o tym słyszymy, możemy pomyśleć: "OK, a jak to wygląda w moim przypadku? Czy te kryteria w ogóle pasują do mnie, czy też nie?" Może to być bardzo pomocne, bowiem każdy praktykujący ma trudności z oceną własnego rozwoju.
Bardzo ważne jest tutaj posiadanie nauczyciela, który przeszedł już całą drogę lub znaczną jej część. Może on nam jasno powiedzieć, co warto rozwijać, a z czego powinniśmy zrezygnować. Często nie mamy jednak możliwości, by porozmawiać z nauczycielem o naszych doświadczeniach i własna wiedza może nas uczynić bardziej samodzielnymi. Nie może ona oczywiście zastąpić nauczyciela, to w ogóle nie wchodzi w grę. Chodzi raczej o jasne, wyraźne wyobrażenie, dokąd zmierzamy i gdzie się akurat znajdujemy.
Kiedy bierzemy do ręki "Klejnotową ozdobę wyzwolenia" i czytamy o pięciorakiej ścieżce, spotykamy się z całą masą różnorodnych terminów. Postaram się teraz wyjaśnić szerzej niektóre z nich.
Pierwszą drogę nazywa się "drogą nagromadzenia", drugą - "drogą połączenia", (lub "przeprowadzenia"), trzecią jest "droga widzenia", następną "droga medytacji", a ostatnią "droga nie uczenia się więcej". Te pięć moglibyśmy dalej dzielić i wreszcie otrzymalibyśmy coś, co nosi nazwę "trzydziestu siedmiu czynnikow oświecenia" - ja też nie znam ich na pamięć, więc nie wpadajcie w panikę. Te trzydzieści siedem czynników to znane nam wszystkim właściwości umysłu - pewna ich grupa to sześć wyzwalających działań, o których na pewno słyszeliście.
Pozbywając się z umysłu splamień - przeszkadzających emocji, negatywnej karmy, niewiedzy itd. - na początku mamy do czynienia z "grubymi", wyraźnymi zasłonami. Następnie usuwamy jedną warstwę przeszkód po drugiej, aż staną się one coraz delikatniejsze. Im dalej na ścieżce się znajdujemy, tym subtelniejsze są zasłony umysłu i tym wyraźniej promieniują jego doskonałe, pierwotne właściwości. Z czasem proces rozwoju staje się więc coraz ciekawszy.
Na przykład istnieje sposób opisywania rozwoju poprzez kolejne stopnie bodhisattwy - są to doświadczenia kogoś, kto już urzeczywistnił sześć wyzwalających działań (paramit). Na każdym z owych poziomów, zwanych "bhumi", pojawiają się określone moce. Na pierwszym stopniu bodhisattwy można się manifestować w stu formach, aby przynieść pożytek istotom; na drugim jest tych emanacji tysiąc, na trzecim dziesięć tysięcy, a na wyższych poziomach nie sposób ich już zliczyć. Na przykład o Karmapie, który jest bodhisattwą na dziesiątym stopniu, mówi się, że tak jak Budda Siakjamuni może się on manifestować równocześnie w dziesięciu miliardach światów, w dodatku wszystkie jego formy mają swoje wypromieniowania. Słysząc o takich właściwościach, możemy sobie zdać sprawę ze skali możliwości umysłu. Zacznijmy jednak skromnie. Na drodze nagromadzenia, jak sama nazwa na to wskazuje, gromadzimy zasługę i tworzymy podstawę dalszego duchowego rozwoju. Oczywiście, jeszcze zanim na nią wkroczymy, musimy przejść długą ścieżkę. Jeżeli chodzi o mahajanę, którą wszyscy chcemy praktykować, droga nagromadzenia zaczyna się wtedy, gdy przyjmujemy schronienie i rzeczywiście pragniemy osiągnąć pełne oświecenie dla dobra wszystkich czujących istot. W małej drodze nagromadzenia chodzi najpierw o to, byśmy rozwinęli właściwe zrozumienie, odpowiedni pogląd. Powinniśmy pojąć, skąd się biorą zasłony i zaciemnienia, jak można się ich pozbyć, jak powstaje mądrość, jakie właściwości chcemy osiągnąć i od czego chcemy się uwolnić. Na tym etapie nie chodzi o głębokie doświadczenie pustki, lecz o właściwe zrozumienie podstaw. Rozwijamy tu pewne właściwości, unikamy coraz skuteczniej nawykowych, szkodliwych zachowań, coraz zręczniej pielęgnujemy to, co pozytywne oraz rozwijamy miłość i współczucie.
Na poziomie medytacyjnym, który jest wyższym etapem drogi nagromadzenia, coraz bardziej pogłębiamy te właściwości podczas medytacji. Przede wszystkim w coraz większym stopniu uspokajamy umysł. Kiedy jesteśmy już w tym naprawdę stabilni, nadchodzi czas na ścieżkę przeprowadzenia. Ten etap praktyki nosi taką nazwę, ponieważ jest przejściem do prawdziwego poznania, do stanu, w którym nie tylko jesteśmy już wolni od wątpliwości i dysponujemy pewną wiedzą i doświadczeniem, ale posiadamy również bezpośredni wgląd w pustkę. Kiedy znajdziemy się na tym poziomie, będzie to oznaczało, że staliśmy się już bardzo zaawansowanymi praktykującymi. Nie chodzi tu jedynie o poziom intelektualny, lecz o prawdziwe, głębokie doświadczenia medytacyjne, które są prawie równoznaczne z całkowitym urzeczywistnieniem.
By to wyjaśnić, nauczyciele często używają przykładu księżyca, który odbija się w wodzie. Na ścieżce przejścia patrzymy na owo odbicie - chociaż nie jest ono jeszcze księżycem, wiemy już o co chodzi.
Kiedy po raz pierwszy rozpoznamy naturę umysłu - a tego wglądu nie można już utracić, ilekroć się do niego odwołujemy, zawsze jest obecny - jest to droga widzenia. Niektórzy wyjaśniają to tak, że droga widzenia to samo tylko doświadczenie wglądu po raz pierwszy, natomiast to co następuje, kiedy przechodzimy od stanu wchłonięcia medytacyjnego do codziennej aktywności, jest już ścieżką medytacji. Droga medytacji polega na przenoszeniu poznania natury umysłu do obszaru zwyczajnych działań, dzięki czemu coraz bardziej zbliżamy się do całkowitego urzeczywistnienia i pogłębiamy swój wgląd aż do dziesiątego stopnia bodhisattwy. Etap ten nazywany jest też "ścieżką kultywowania".
Z dziesiątego stopnia bodhisattwy przechodzimy na następny poziom - wkraczamy na "drogę nie uczenia się więcej". Jest to stan pełnego oświecenia. Inaczej nazywa się to spełnienie "diamentowym samadhi". Na tym ostatecznym poziomie najsubtelniejsze zasłony i przeszkody są usunięte, wkraczamy więc w obszar, którego nie można już właściwie określić mianem drogi - jest to "stan nie uczenia się więcej", doskonały stan Buddy. Tak ogólnie można opisać te pięć ścieżek.
To, jak szybko się je przemierza, zależy miedzy innymi od metod. Jeżeli stosujemy ogólne środki mahajany, wówczas na osiągnięcie stanu buddy będziemy potrzebowali trzech kalp (jedna kalpa to okres czasu od powstania wszechświata do jego rozpadu). Niektórzy mówią jednak o siedmiu, inni o dwudziestu jeden kalpach, w zależności od wysiłku, jaki się wkłada w praktykę. Na ogół jednak zakłada się, że w pierwszej kalpie przechodzimy pierwsze dwie ścieżki, w następnej kolejne dwie itd. Z drugiej strony, jeżeli stosujemy metody wadżrajany, możemy w ciągu jednego życia przejść wszystkie pięć ścieżek. Jest to spory skrót... Porównanie to pokazuje, jak potężne są metody Diamentowej Drogi, jeżeli naprawdę potrafimy je zastosować.
Praktykujących hinajanę czy też therawadę można podzielić na "słuchaczy" (śrawaków) i "samo urzeczywistniających" (pratjekabuddów). Owocem praktyki pratjekabuddy jest całkowita wolność od cierpienia, brak ego. Odciął on u korzenia wszystkie przeszkadzające uczucia, zasłony i zaciemnienia związane z iluzją "ja" i usunął tym samym przyczyny odrodzenia się w uwarunkowanym świecie. Z tego poziomu nie można już z powrotem osunąć się w samsarę, nie jest się jednak aktywnym dla dobra wszystkich istot. Pratjekabudda przez długi czas cieszy się swoim stanem, w końcu jednak buddowie go budzą: trzeba działać dalej, jest jeszcze jest roboty!
Urzeczywistnienie pratjekabuddy jest bardzo głębokie - według niektórych komentarzy jego wgląd w pustość zjawisk jest równy wglądowi bodhisattwy na siódmym stopniu.
Owocem praktyki śrawaków jest stan arhata. Niektórzy arhaci medytują w grupach, inni natomiast samotnie. Ci którzy praktykują samotnie, przez jedno życie idą ścieżką nagromadzenia, a w czasie następnego mogą przejść wszystkie cztery pozostałe etapy (a więc drogę "przejścia", "widzenia", "medytacji" i "nie uczenia się więcej" - w ich przypadku stanu arhata).
Jest to również możliwe, kiedy pracuje się z metodami tantrycznymi. Zdarzają się przypadki przejścia wszystkich ścieżek w trakcie jednej sesji medytacyjnej, jak miało to miejsce w przypadku króla Indrabodhi, który otrzymał inicjację od historycznego Buddy. Tak szybka realizacja jest możliwa, chociaż zdarza się bardzo rzadko.
Czas nauki Buddy dzieli się na okresy - niektórzy mówią, że trwają one po pięćset, inni, że po tysiąc lat. W pierwszym okresie bardzo wielu praktykujących osiąga rezultat, przemierzając pięć ścieżek bardzo szybko; w drugim muszą oni wiele medytować, w trzeciej fazie zdobywają przede wszystkim wiedzę, niezbędną do pozbycia się pomieszania, w czwartej najważniejszą rolę pełnią zewnętrzne ślubowania, a w ostatniej praktyka chyli się już ku upadkowi. Jeżeli podzielimy okres od czasów Buddy na pięćsetletnie fazy, okaże się, że żyjemy pod koniec ostatniej. Możemy sobie wyraźnie uświadomić ten mechanizm, poznając życiorys Buddy. Za jego czasów wielu ludzi bardzo szybko otrzymywało rezultaty. Jeden z pierwszych pięciu uczniów Buddy doświadczył przebudzenia, kiedy po raz pierwszy usłyszał wyjaśnienia o czterech podstawowych prawdach. Określenie "sanga" oznaczało pierwotnie wsólnotę tych, którzy osiągnęli urzeczywistnienie i rozwinęli poszczególne doskonałe właściwości.
Istnieją również podobne historie o Diamentowej Drodze. Król Indrabodhi, o którym już wspomniałem, nie tylko sam bardzo szybko osiągnął oświecenie, lecz trzykrotnie udzielił nauk, dzięki czemu wszyscy w jego królestwie doświadczyli głębokiego wglądu i przenieśli się do Czystych Krain.
Milarepa mówił, że jeżeli wkłada się w praktykę Diamentowej Drogi wszystkie siły, można przejść od drogi "nagromadzenia" do drogi "nie uczenia się więcej" w ciągu jednego życia. Jeżeli jednak chcemy spojrzeć na to wszystko realistycznie, powinniśmy zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy.
Z jednej strony, wszystko jest możliwe tu i teraz. Odwołujemy się do tej prawdy bardzo silnie w praktyce Diamentowej Drogi, np. w Guru Jodze Milarepy wyraża się życzenie: "udziel mi swego błogosławieństwa, abym teraz, w trakcie tej sesji medytacyjnej, osiągnął oświecenie". Istnieją również takie modlitwy w Guru Jodze VIII Karmapy i w innych tekstach. W Diamentowej Drodze cel staje się drogą, dlatego nazywa się ją też "pojazdem owocu" - na ścieżce do oświecenia budzimy w sobie po prostu właściwości, które zawsze posiadaliśmy, które od nie mającego początku czasu były naszą prawdziwą naturą.
Z drugiej strony powinniśmy spojrzeć na iluzoryczne, przemijające splamienia - nie są one wprawdzie rzeczywiste, ale na razie skutecznie uniemożliwiają nam doświadczenie naszej prawdziwej natury. Żebyśmy mogli przejrzyście zobaczyć całą naszą sytuację, potrzebujemy pewnych informacji na temat pięciu ścieżek.
Dla większości z nas odpowiednia jest w tej chwili "ścieżka nagromadzenia". Od tego zaczynamy. Samo rozpoczęcie przez nas praktyki poprzedza nieskończona ilość żywotów, w czasie których gromadziliśmy zasługę. To dzięki niej możemy praktykować - jesteśmy ludźmi, mamy wystarczająco sprawne narządy zmysłów, jesteśmy otwarci na nauki, posiadamy współczucie i zaufanie, że prawo przyczyny i skutku działa oraz że coś takiego jak oświecenie istnieje. Są to wewnętrzne warunki.
By móc korzystać z metod Buddy potrzebujemy również zewnętrznych warunków - wykwalifikowanego nauczyciela, który może nam przekazać nauki, odrodzenia się w kraju w którym można je spotkać i wolno je praktykować, nieprzerwanej linii przekazu itd. Zejście się razem wszystkich tych okoliczności, dzięki którym możemy podążać ścieżką, jest efektem naszego wcześniejszego rozwoju.
Drogę nagromadzenia można podzielić na trzy etapy, z których każdy dzieli się na cztery kolejne, tak że ostatecznie możemy mówić o dwunastu właściwościach. Na początku chodzi o cztery rodzaje uważności - względem ciała, uczuć, umysłu i zjawisk.
Pierwszym z nich jest uważność względem ciała. Na poziomie sutr (który jest podstawą dla Diamentowej Drogi) chodzi tu o to, jaki jest nasz stosunek do ciała, uczuć, umysłu i jakie mamy podejście do natury zjawisk. Uważność oznacza, że jasno rozumiemy te cztery rzeczy. Oczywiście, jeżeli przyjrzymy się temu dokładniej, okaże się, że w uważności tej chodzi o dodanie doświadczenia do pojęć. Poddajemy po prostu dokładnej analizie to, co nazywamy naszą osobą i to co jako ta osoba przeżywamy. Patrzymy na przykład, jak postrzegamy i odbieramy nasze ciało. Dlaczego właśnie ciało badamy w pierwszej kolejności? Ponieważ przywiązanie do ciała jest podstawą naszego zwykłego samsarycznego przeżywania. Z czego składa się więc nasze ciało? Do czego odwołujemy się, myśląc o naszym ciele? Zazwyczaj myślimy, że jesteśmy ciałami i mamy wrażenie, że ciało jest czymś trwałym. Wiemy wprawdzie, że nie jest niezmienne - życie daje nam wiele okazji, byśmy mogli się o tym przekonać, chociaż istnieje oczywiście armia ludzi, którzy zarabiają masę pieniędzy na tym, żeby nie było tego widać. Za nasze pieniądze pielęgnują nasze złudzenie. Zwykle automatycznie uważamy nasze ciało za centrum wszechświata, identyfikujemy się z nim. Kiedy ktoś mówi nam komplement, na przykład "masz ładne oczy", czujemy, że zwraca się bezpośrednio do nas, a kiedy dodaje " ale nos mógłby być zgrabniejszy", nie jesteśmy już tak zadowoleni. Kiedy siedzimy u dentysty, który jeździ nam wiertłem po nerwie, na ogół też bierzemy to bardzo osobiście. Identyfikujemy się nawet z palcami u nóg...Nie jest to problemem dopóty, dopóki nie wynika z tego cierpienie.
Jeżeli rozwiniemy uważność względem ciała, będzie nam łatwiej to poczucie trwałości przezwyciężyć - uświadomimy sobie, że ciało podlega ciągłym zmianom, że ani przez chwilę nie jest takie samo. Tak dobrze znane nam poczucie trwałości jest po prostu naszym nawykowym lgnięciem.
Zwykle postrzegamy ciało jako czyste. Mówią o tym również nauki Diamentowej Drogi, ale na ogół zanim usłyszymy je po raz pierwszy i naprawdę pojmiemy, rozumiemy przez to pojęcie zewnętrzne piękno, gładką skórę itd. Jeżeli uświadomimy sobie, z czego składa się nasze ciało - co znajduje się pod skórą, jak wyglądałoby bez niej - być może nie uznamy go już za czyste. To z kolei oznacza, że być może nasze zrozumienie czystości było bardzo powierzchowne. Te wyjaśnienia pochodzą z poziomu therawady i ogólnego poziomu sutr - brzmią dosyć dramatycznie, ale mogą być pomocne w rozpuszczeniu przywiązania do ciała.
Nauka Diamentowej Drogi mówiąca o czystości ciała w rzeczywistości oznacza, że prawdziwa natura zjawisk wykracza poza pojęcia czystości i nieczystości. To, że postrzegamy jako piękną twarz młodej modelki lub profil przystojnego aktora, jest związane z naszymi wyobrażeniami. Tymczasem chodzi o to, że tak naprawdę piękno i brzydota nie są przypisane do rzeczy - są względne, zależą od stanu naszego umysłu i sposobu postrzegania. Można też powiedzieć, że to, co uważamy za piękne składa się z wielu elementów, które uważamy za brzydkie. Patrzymy na kogoś i mówimy: "jaka piękna twarz", ale jeśli przyjrzymy jej się z bliska - temu, z czego się składa - być może wszystkich tych naczyń krwionośnych i kawałków skóry nie zaliczymy do kategorii pięknych. Jeżeli te elementy są ze sobą połączone i w określonym przedziale życia właściwie zaprezentowane, uważamy je za piękne i czyste, jeśli jednak tak nie jest, nie używamy tych słów.
Z punktu widzenia Diamentowej Drogi, ciało jest czyste w tym sensie, że jest podstawą do osiągnięcia oświecenia, że np. w ciele wypromieniowania, czyli w stanie radości, manifestujemy się dla dobra istot. Istnieją wyjaśnienia o esencjach, kanałach energii i wiatrach, które opisują, w jaki sposób ciało i umysł są ze sobą połączone i jak można wykorzystać ten system, żeby osiągnąć urzeczywistnienie. W pracy z fazą budowania i spełniającą uważność względem ciała polega na koncentracji na jego czystym aspekcie. Następuje to, kiedy medytujemy na siebie samego jako na formę z energii i światła, używa medytacji, w których pracuje się z systemem energii w ciele - krótko mówiąc, kiedy wykorzystujemy ciało, by osiągnąć oświecenie. Uważność względem ciała jest więc inna na ogólnym poziomie sutry i w Diamentowej Drodze.
Czystość w Diamentowej Drodze oznacza, że pozostajemy poza wyobrażeniami o czystości bądź nieczystości, które zwykle projektujemy na rzeczy. Wszystko, co się przejawia, jest czyste, ponieważ w swej istocie nie jest czymś, jest puste. Rozumiecie, o co chodzi? Jeżeli nie, użyjmy czegoś jako przykładu - niech to będzie kupa gnoju, gdyż prawdopodobnie dobrze oddaje ona nasze wyobrażenie o czymś, co nie jest piękne. Myślimy często, że jest czymś nieczystym, wręcz wstrętnym. Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że miliardy much na całym świecie nie mogą się przecież mylić. Kto więc ma rację?
Chodzi o to, że pojęcie czystości i nieczystości nie zależy od rzeczy, ale od tego, w jaki sposób je przeżywamy. Zazwyczaj trzymamy się wyobrażenia, że zjawiska istnieją same w sobie, że mają określone cechy. Na tym polega właśnie nasza niewiedza. Przypisujemy rzeczom cechy, których nie można się tak naprawdę w nich doszukać - własności te, to jedynie nasze wyobrażenia i nawyki. Czystość w buddyzmie Diamentowej Drogi polega na tym, że ponieważ jakakolwiek nieczystość jest iluzją, można się od tego ograniczenia uwolnić i postrzegać świat bez zabarwionych karmicznie okularów. Jeżeli więc ogólne nauki mahajany mówią, że ciało nie jest czyste, oznacza to co innego niż w wadżrajanie. Ponieważ tak silnie identyfikujemy się z naszym ciałem, nasza uważność względem niego powinna pomóc nam w rozpuszczeniu tej niepotrzebnej tendencji. Chodzi o to, byśmy zrozumieli, że nie można w nim znaleźć żadnego "ja" i doświadczyli tego w medytacji.
Drugi rodzaj uważności polega przyjrzeniu się naturze uczuć. To emocje określają naszą rzeczywistość - na skutek nich doświadczamy rzeczy jako przyjemnych lub nieprzyjemnych. Lgniemy do zjawisk lub uciekamy przed nimi, identyfikujemy się z uczuciami i czujemy się z tego powodu dobrze lub źle. Dzieje się tak dlatego, iż przypisujemy uczuciom rzeczywiste istnienie. Kiedy uważniej im się przyjrzymy, zauważymy, że nie mają żadnej trwałej esencji. To pozwoli nam się uwolnić od zależności, które ze sobą niosą.
Uważność dotycząca umysłu oznacza zobaczenie, że zazwyczaj identyfikujemy się z tym, co się w nim pojawia, co przeżywamy. Powinniśmy zadać sobie pytanie, co jest rzeczywistą naturą tego, co przeżywamy i tego, kto przeżywa. Odpowiadając sobie na nie uzyskujemy pewną przejrzystość. Po prostu poddajemy nasz zwykły sposób postrzegania sprawdzianowi i wytwarzamy poprawny.
Czwarty rodzaj uważności dotyczy zjawisk, obiektów przeżywania. Otoczenie dostarcza nam całej masy wrażeń. Podobnie jak w przypadku umysłu, powinniśmy przekonać się, że w rzeczach materialnych nie ma niczego naprawdę realnego, niczego co istniałoby samo w sobie. Wszystko powstaje w zależności od warunków i ma wiele przyczyn. Jeżeli uważnie przeanalizujemy, co jest istotą wszystkiego co się wydarza, nie znajdziemy niczego trwałego - niczego, co istniałoby niezależnie.
Na ścieżce nagromadzenia chodzi więc przede wszystkim o rozwinięcie przejrzystości. Na początku zaczynamy intelektualnie rozumieć jakimi rzeczy są, potem staramy się do tego odkrycia przyzwyczaić - rozmyślamy o nim i staramy się również poczuć tę prawdę podczas medytacji. Na razie jednak centralnym punktem naszej praktyki nie jest jeszcze bezpośrednie doświadczenie pustości - to nastąpi dopiero na "ścieżce połączenia".
To były pierwsze cztery osiągnięcia. Określa się je mianem "małej drogi nagromadzenia".
Drugi etap, "średnia droga nagromadzenia", składa się z czterech rodzajów wyrzeczenia. Istnieje wiele wyjaśnień na ten temat i można je łatwo odnieść do naszej codziennej praktyki. Chodzi o to, że próbujemy po prostu uwolnić się od skutków wszystkich wcześniejszych negatywnych działań, które wykonaliśmy ciałem, mową i umysłem. Robimy to np. medytując na Diamentowy Umysł oraz zdając sobie sprawę z tego, że sami jesteśmy autorami sytuacji, w której się obecnie znajdujemy. Jeżeli nie jesteśmy jeszcze oświeceni, to znaczy, że popełniliśmy jakieś błędy - dlatego chcemy teraz usunąć wszystkie zasłony i zaciemnienia, wszystkie skutki negatywnych działań, które za sobą ciągniemy. To jest pierwszy etap wyrzeczenia. Drugi polega na tym, że postanawiamy nie wykonywać już żadnych negatywnych działań w przyszłości. Trzecim jest lekarstwo - wykonujemy dobre działania, rozwijamy to, co pozytywne. Czwartym etapem jest umacnianie tego nastawienia i wypływających z niego działań.
Można tu odnaleźć pewne analogie z naszą praktyką. Przyjrzyjmy się czterem podstawowym praktykom. Za pomocą medytacji Diamentowego Umysłu usuwamy wszystko, co negatywne. Używamy czterech mocy (wiemy, że wykonywaliśmy negatywne działania, chcemy to oczyścić, postanawiamy nie szkodzić innym w przyszłości i wykonywać pozytywne działania). Następna część Nyndro polega na tym, że gromadzimy zasługę - wprowadzamy do umysłu niezliczone dobre wrażenia. W Diamentowej Drodze mamy ogromne możliwości - dzięki ofiarowaniu mandali możemy nagromadzić olbrzymią ilość zasługi w krótkim czasie, a to jej właśnie potrzebujemy, żeby w przyszłości skutecznie medytować. Kiedy przyjrzymy się sześciu wyzwalającym działaniom i kolejności, w jakiej po sobie następują (oczywiście, w praktyce próbujemy je rozwijać wszystkie naraz), okaże się, iż trzy pierwsze - szczodrość, etyka i cierpliwość - przede wszystkim pozwalają zgromadzić zasługę. Potem dołącza do nich pełen radości wysiłek i dopiero wtedy powstają warunki niezbędne do medytacji, która tu oznacza przede wszystkim uspokojenie umysłu.
Dopóki nasz umysł jest pełen pomieszania i negatywnych wrażeń, nie możemy się naprawdę rozluźnić. To, co tak przeszkadza nam czasami w zewnętrznym świecie, jest tylko odbiciem naszych wewnętrznych stanów. Dlatego na drodze nagromadzenia osiągamy warunki do tego, by nasz umysł mógł się rzeczywiście uspokoić. Taka jest kolejność. Podstawowe praktyki skupiają się przede wszystkim na rozwinięciu jasności, właściwego poglądu, usunięciu negatywnych wrażeń z umysłu i zbudowaniu pozytywnego potencjału. Z tą podstawą można skuteczniej medytować.
Następne cztery etapy, które nazywane są "wielką ścieżką nagromadzenia", obejmują rozwój właściwości medytacyjnych związanych ze spokojem umysłu. Po pierwsze, rozwijamy bardzo silne życzenie, byśmy rozwinęli spokój umysłu; po drugie, byśmy posiedli właściwości pozwalające wejść w głęboki stan wchłonięcia medytacyjnego (Gampopa spędził kiedyś w nieprzerwanym samadhi osiemnaście dni). Zdolność do długiego spoczywania w medytacji jest cechą charakterystyczną dla tego etapu. Trzeci stopień polega na tym, że możemy utrzymywać różne stany wchłonięcia medytacyjnego, a czwarty, że potrafimy je odróżniać od siebie i wiemy dokładnie, w jakim samadhi się akurat znajdujemy. Powinniśmy wiedzieć, że w ostatnich fazach drogi nagromadzenia rozwija się już pierwsze szczególne właściwości - oznacza to, że zgodnie z naukami mahajany, począwszy od tego poziomu można już rzeczywiście przynosić pożytek innym. Spokój naszego umysłu jest tak głęboki, iż wyłania się z niego wiele szczególnych właściwości, przy pomocy których rzeczywiście możemy coś zdziałać.
Przyjrzyjmy się na przykład rozwojowi współczucia na drodze nagromadzenia. Ogólnie wyróżniamy trzy rodzaje współczucia - względem czujących istot, względem zjawisk i nie związane z żadnym obiektem. Według wyjaśnień VIII Karmapy, nieważne, co jest obiektem współczucia, chodzi o właściwość. Naturalnie, obiektem współczucia są czujące istoty, ale sposób w jaki w nas ono powstaje, pozwala zaliczyć je do jednej z tych trzech kategorii. Na drodze nagromadzenia zaczynamy niewątpliwie od rozwinięcia współczucia do istot. Ponieważ mamy poczucie, że my sami istniejemy naprawdę, że naprawdę istnieją istoty, a to, co przeżywamy jest rzeczywiste, mamy bezpośredni dostęp naszego współczucia. Widzimy cierpienie istot i nie mamy innego wyjścia - współczucie się pojawia. Tak to wygląda na małej drodze nagromadzenia.
Na wyższych stopniach drogi nagromadzenia rozwijamy drugi rodzaj współczucia - współczucie w odniesieniu do zjawisk. Jest ono związane ze zrozumieniem. Nie tylko dostrzegamy cierpienie istot, lecz również zdajemy sobie sprawę z tego, dlaczego go doświadczają. Oczywiście, rozumiemy to też w odniesieniu do siebie samego. Jeżeli rzeczywiście dostrzegamy, że to lgnięcie do iluzorycznej trwałości zjawisk jest przyczyną cierpienia (wierzymy, że istnieje coś trwałego tam, gdzie niczego trwałego nie można znaleźć, myślimy że istnieje jakieś "ja", czegoś oczekujemy, a potem i tak wszystko się rozpada itd.), postrzegamy przemijanie na subtelnym poziomie i dzięki temu możemy lepiej pojąć cały mechanizm powstawania wszystkich problemów. Zrozumienie, jak koszmarne nieporozumienie leży u podstaw cierpienia, wzmacnia nasze współczucie.
Trzeci rodzaj współczucia, bez punktu odniesienia, wyłania się z pierwszego przeżycia natury umysłu. Kiedy doświadczamy pierwszych przebłysków zrozumienia pustości - nie jest to jeszcze pełny wgląd, ale poznajemy już jej smak - pojawia się kolejny rodzaj współczucia, który jego pierwszym dwóm poziomom nadaje nowy wymiar. Nagle rozpoznajemy, iż pierwotną naturą umysłu jest współczucie - że jest ono nieoddzielne od naszej esencji. Kiedy spoczywamy w naturze umysłu, kiedy uczymy się ją pielęgnować, automatycznie pojawia się bardzo silne współczucie. Nazywa się je współczuciem bez punktu odniesienia, ponieważ wyłania się ono z doświadczenia pustości - pojawia się na drodze połączenia. Wcześniej słyszymy o nim i jesteśmy szczęśliwi, że coś takiego istnieje, ale na drodze nagromadzenia nie jesteśmy jeszcze w stanie go przeżyć.
Jeżeli chodzi o związek ucznia z nauczycielem (na ogólnym poziomie sutry, gdzie nauczyciela określa się mianem duchowego przyjaciela), Gampopa pisze w "Klejnotowej ozdobie wyzwolenia", że od stopnia naszego rozwoju zależy, jakiego nauczyciela jesteśmy w stanie spotkać. Kiedy zaczynamy praktykować, znajdujemy się na drodze nagromadzenia. To znaczy, że nasz umysł pełen jest jeszcze zasłon, także tych "grubych". Ograniczają one nasze postrzeganie i nie potrafimy zobaczyć zjawisk na czystym poziomie, dlatego nie będziemy w stanie zobaczyć rzeczywistych właściwości nauczyciela. Z tego powodu mówi się, że na ścieżce nagromadzenia spotyka się nauczyciela jako zwyczajnego człowieka. Dostrzegamy oczywiście jego właściwości, ale nie potrafimy zobaczyć jego doskonałych właściwości bodhisattwy. Na dalszych etapach ścieżki nagromadzenia jesteśmy w stanie zobaczyć nauczyciela jako bodhisattwę na jednym z bhumi - na ścieżce połączenia potrafimy rozpoznać nawet Buddę.
Jeśli usunęliśmy zasłony umysłu do tego stopnia, że podążamy ścieżką widzenia (inaczej mówiąc urzeczywistniliśmy w pełni pustość), możemy rozpoznać wypromieniowania stanu radości - sambogakaji - i bezpośrednio od nich otrzymywać nauki.
W ten sposób na kolejnych stopniach rozwoju budzą się kolejne nasze właściwości. Możemy to wszyscy sprawdzić w praktyce. Powodzenia.