Gorący Tron
Tłumaczenie: Michał SiwekWojtek Tracewski
Kagyu Life Lamo Ole, nikt nie może chyba kwestionować Twojej centralnej roli w utrwaleniu pozycji buddyzmu tybetańskiego na Zachodzie, wiedząc o dwustu ośrodkach, które założyłeś na całym świecie. Wiele setek tysięcy ludzi przyjęło od Ciebie schronienie na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat, do dziś (maj 1997) nauczyłeś również dwadzieścia pięć tysięcy ludzi poła, buddyjskiej praktyki "świadomego umierania. Tylko w niemieckojęzycznej części Europy opiekujesz się sześćdziesięcioma ośrodkami Karma Kagyu, pracującymi w polu mocy Karmapy Taje Dordże. Jednocześnie Twój osobisty styl od lat nieustannie staje się przyczyną krytyki, cz też zwyczajnej niechęci. Nie możemy i nie chcemy zajmować się wszystkimi głupimi plotkami rozsiewanymi na Twój temat, lecz tylko porozmawiać na kilka zasadniczych tematów, systematycznie budzących w ludziach oburzenie. Czy potrafisz zrozumieć, że ktoś może mieć problemy z Tobą i Twoim stylem? Jak sam radzisz sobie z tym, że ludzie Cię nie akceptują?
Lama Ole To będzie dłuższy wywiad, dlatego też chciałbym najpierw stworzyć ramy dla swoich wypowiedzi. Wiem, że z powodu określonej historii Austrii i Niemiec, odpowiadając na większość waszych pytań będę wkładał kij w mrowisko. Jako Duńczyk mogę sobie na to jednak pozwolić. Na wasze polityczne pytania odpowiadam zawsze zgodnie z własnym sumieniem, doświadczeniem życiowym i zdrowym rozsądkiem. Biorę również pod uwagę to, że, jak wykazuje doświadczenie, mój skandynawski humor nieprzyjemnie drażni niektóre mimozowate uszy. Przy okazji dziękuję wam za tak bezpośrednie pytania. Gdy wyciągam z nauki Buddy współczesne wnioski, każdy z moich poglądów musi sprostać nawet najsurowszej krytyce. Z drugiej strony buddyzm nie może zmienić się w niejasną, cukierkową duchowość. Moje ogólne nastawienie polega na tym, że każdy, nawet buddyjski konformista, powinien cieszyć się, jeśli nauczyciel ma wystarczająco dużo poczucia odpowiedzialności, by poruszać również trudne tematy. Łatwiej byłoby mu mówić tylko o tym, co każdy chce usłyszeć i zbierać dzięki temu pochwały i pieniądze śpiących smacznie dalej. Ja jestem na to jednak za uczciwy. Każdego ranka muszę przecież przy goleniu móc spojrzeć sobie w oczy. Jako przedstawiciel modelowo demokratycznego państwa jakim jest Dania, zajmując określone stanowisko mogę posunąć się dalej niż prawie każdy inny Europejczyk i spróbować świadomie być pożytecznym. Może zabrzmi to obco w ustach kogoś tak dziwnego jak lama, ale odczuwam najgłębszą wdzięczność dla naszej wolnej zachodniej kultury i myślę, że żaden ze sposobów życia nigdy nie umożliwił lepszego rozwoju większej liczby istot, niż właśnie ona. Uważam się za strażnika naszych wolności wywalczonych na przestrzeni tysiącleci. Swoje słowa i przykład rozumiem przede wszystkim jako uzupełnienie krótkowzrocznych współczesnych tendencji światopoglądowych, pomocne w doprowadzeniu wielu rzeczy do zdrowszego pionu. Dzięki ciągłym podróżom po świecie, bliskiemu życiu zainteresowaniu historią i trzydziestu latom praktyki diamentowej drogi, doświadczam stosunków międzyludzkich przede wszystkim na przestrzeni dłuższych okresów czasu i dlatego jestem szczególnie uczulony na drobne obecnie przyczyny, które zlekceważone doprowadzą do przynoszących cierpienie i niechcianych skutków.
Dlatego ostrzegam stale, że musimy bardzo uważać na przeludnienie i islam. Widzę to, że ludzie uciekający przed konfliktami nie chcą o tym słyszeć, ale właściwie mi to nie przeszkadza. Nie jesteśmy jedyną buddyjską propozycją i ten, kto z powodu podobnych wypowiedzi nie pojawi się w naszych ośrodkach, będzie mógł poszukać szczęścia gdzie indziej. Ktoś kto stale kręci się w kółko próbując przyznać rację każdemu, dostanie w końcu zawrotów głowy, a ponieważ podstawą buddyzmu jest pogląd, że wszyscy mają naturę buddy, można mówić o rzeczach, które nie są w porządku. Ponieważ umysł każdej istoty jest ostatecznie jasnym światłem, każdy może stać się doskonały. Bawienie się w święty świat tam, gdzie go nie ma, lub nie zajmowanie politycznego stanowiska, czy też wypowiadanie się w wymijający i niejasny sposób, świadczy tylko o braku wiary w to, że ludzie potrafią się rozwijać. W takiej sytuacji wszystko naprawdę by się załamało i nie można by niczego więcej zmienić na lepsze.
Kagyu Life Jednym z głównych spośród stawianych Ci zarzutów jest to, że prowadzisz propagandową wojnę z islamem, jedną z największych światowych religii. Jaki jest Twój stosunek do islamu?
Lama Ole Przeciętny słuchacz buddyjskiego wykładu nie jest specjalistą od światopoglądów i najczęściej nie potrafi odróżnić od siebie obcych religii. Dlatego uważam, że przynajmniej raz w czasie wykładu powinienem powiedzieć, co popieramy, a czego nie, dopiero wtedy różnice pomiędzy nauką Buddy, a islamem, stają się wystarczająco widoczne. Ponieważ ucisk panujący w islamskich rodzinach jest ostatnio znany również w centralnych dzielnicach naszych miast, stał się on przykładem, na podstawie którego ocenia się inne obce religie. Kiedy pojawiają się nowi, pełni potencjału ludzie, muszą zdawać sobie sprawę z tego, że jako buddyści mamy czyste ręce.
Kagyu Life Czy uważasz, że islam i islam fundamentalistyczny to samo?
Lama Ole Dzisiaj niestety tak. Mahomet doznawał swych objawień najczęściej wtedy, gdy osobiście znajdował się pod naciskiem ze strony rodziny, kobiet lub wrogów. Zarówno koran, jak też szariat są kodeksami bardzo surowego prawa. Przykazania Allaha prawie wszędzie uważane są za nieomylne, nie można też od nich łatwo odstąpić. Jeśli ktoś chce porzucić islam, często zostaje na niego wydany wyrok śmierci, miało to miejsce na przykład w przypadku Salmana Rushdiego. Nie może więc tutaj być mowy o żadnej humanistycznej "środkowej drodze, często ma się dlatego do wyboru albo bycie dobrym muzułmaninem i zachowywanie się jak zły człowiek, albo też trzeba być złym muzułmaninem, by zasłużyć na miano humanisty i dobrego człowieka. Na przykład w Londynie, którego muzułmańscy mieszkańcy uchodzą za najbardziej cywilizowanych na Zachodzie, jak donosiły zszokowane gazety, najwyraźniej wszyscy poparli wyrok śmierci wydany przez Chomeiniego. Pojawiło się bardzo wiele przejawów poparcia i mimo tego, że Rushdie ciągle jeszcze żyje dzięki ochronie policji, jego wydawcy, na przykład w Japonii i Włoszech, zostali zaatakowani i zabici, bądź zranieni. Wystarczy tylko słuchać systematycznie wiadomości; rzeczy o których mówię są powszechnie znane.
Kagyu Life Budda powiedział podobno, że wszystkie religie są dobre, jedne dla jednych, drugie zaś dla innych typów ludzi. Dlaczego Twoim zdaniem islam stanowi tu wyjątek?
Lama Ole Nie znam tej wypowiedzi. Rozumiem to tak, że żadna religia nie jest lepsza od prawdy, wolności i miłości do człowieka. Sam Budda wypowiadał się bardzo krytycznie o reprezentowaniu hinduizmu przez braminów. Jeśli ludziom odbierano wolność albo w inny sposób sprawiano im cierpienie, unikanie nazywania rzeczy po imieniu z pewnością nie leżało w jego stylu. Był w końcu kszatriją; należał do staroindyjskiej kasty wojowników. Nie mogę sobie wyobrazić, że dzisiaj wykluczyłby ze swego współczucia muzułmańskie kobiety.
Kagyu Life Czy islam również nie dysponuje mądrością, do której dostęp oferuje na przykład sufizm?
Lama Ole Sufiści i bahaiści rzeczywiście nie prześladują nikogo i mają humanistyczne podejście do świata. Posiadają także środki medytacyjne z dawnych Indii, oba te systemy bardzo różnią się od islamu. W okolicach, w których dawniej rozkwitały, dzisiaj znajdują się prawie w całkowitym zaniku. Od czasu dojścia do władzy przez Chomeiniego, bahaiści zostali prawie całkowicie wyniszczeni, a słowo "sufi oznacza dzisiaj żebraka we wschodnim Iranie i Afganistanie. Latem 1966 roku przejeżdżałem po raz pierwszy przez te kraje, mieszkałem również przez miesiąc w Kabulu. Często miałem wówczas kontakt z tymi tradycjami i cieszę się, że są chronione również w naszych krajach. Obecnie szaleni talibowie chcą zniszczyć liczące sobie dwa tysiące lat posągi Buddy w dolinie Bamian we wschodnim Afganistanie, ponieważ nie są muzułmańskie. Myślę, że ten pomysł wprawiłby w osłupienie każdego zachodniego sufistę.
Kagyu Life W Twoich książkach i wykładach można czasami spotkać niepochlebne uwagi o narodowościach należących do muzułmańskiego kręgu kulturowego. Czy masz coś przeciwko Turkom, Persom, Arabom itd?
Lama Ole Jako lama mogę oceniać ludzi jedynie na podstawie ich zachowania, nie zaś z powodu rasy, zdolności czy czegokolwiek innego. Myślę, że nie mówię o rzeczach, które nie są ważne, albo nie mają miejsca. Z drugiej strony, tak jak już wspomniałem, wypowiedzi te trzymają dodatkowo z daleka od naszych ośrodków ludzi, którzy z pewnością gdzie indziej doznaliby głębszego spełnienia. Oszczędza nam to czas. W naszych grupach powinno się medytować, a nie prowadzić nie kończące się dyskusje.
Kagyu Life Czy masz uczniów z islamskiego kręgu kulturowego? Jak radzą sobie z Twoimi poglądami?
Lama Ole Wśród uczniów mam pół tuzina Turczynek, które uciekły z domów i znajdują się w ciągłym zagrożeniu, dwóch Turków, którzy są mi bardzo bliscy, w Passau i Heidelbergu i pewnego Turkmena z Wuppertalu, który wybrał ostatnio wraz z żoną drogę Gendyna Rinpocze. Wszyscy są szczęśliwi, że chronię ich wolność. Dlatego są buddystami. W czasie otwarcia nowego ośrodka w Grazu w maju 1997 roku trzy uwolnione Turczynki zostały ze mną do rana na parkiecie. To było wspaniałe.
Kagyu Life Czy udzieliłbyś nauk na przykład w Turcji, gdyby Cię do niej zaproszono?
Lama Ole Byłem raz w Istambule, ale diamentowa droga była dla tamtejszych ludzi zbyt ponadosobista i abstrakcyjna. Dzisiaj więcej bym już tego nie zrobił. Fundamentalizm znajduje się w ofensywie, nie będę więc wprowadzał na ścieżkę ludzi, których później nie będę w stanie ochraniać. Nawet w Egipcie co kilka dni ginie jakiś chrześcijanin, dlaczego nie miałoby to spotkać buddystów? Z tego samego powodu nie chcę również nauczać w Afryce. Jeżeli postawię ludzi w niebezpiecznym położeniu, a później nie będę w stanie do nich pojechać, kiedy będą mnie potrzebowali, jakim będę wówczas strażnikiem?
Kagyu Life Niektóre z Twoich wypowiedzi na temat imigracyjnej polityki państw europejskich przypominają hasła nacjonalistyczne. Przepowiadasz na przykład, że jeżeli napływ imigrantów nie zostanie powstrzymany, w miastach zachodniej Europy zaczną wybuchać konflikty na miarę wojny domowej. Dlaczego tak myślisz?
Lama Ole Z powodu zawsze aktualnych przykładów historycznych, doświadczeń z takich krajów, jak USA i własnych spostrzeżeń. Zajmuję się tym niezbyt pociągającym obszarem, ponieważ sądzę, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Warto na przykład doprowadzić do tego, żeby bezrobotni młodzi ludzie otrzymywali od zachodnich państw pieniądze, przy pomocy których, a także korzystając z wiedzy nabytej w naszych szkołach, mogliby pomagać w rozwoju krajom, z których pochodzą. Posiadają oni pewien rodzaj wartościowego idealizmu, który warto wykorzystać, zanim zmarnuje się na rogach naszych ulic.
O tym, że będziemy mieli w przyszłości poważne problemy, jeżeli im teraz dalekowzrocznie nie zapobiegniemy, wie już nawet wielu polityków, mimo że przez długi czas żaden z nich nie odważył się do tego przyznać. (Chodzi o wypowiedź niemieckiego prezesa Trybunału Konstytucyjnego zamieszczoną na łamach "Sźdeutsche Zeitung z 14.04.97. Peter Frisch stwierdza w niej, że jego zdaniem, islam będzie w nadchodzącym stuleciu największym zagrożeniem dla wewnętrznego bezpieczeństwa Niemiec., przyp. tłum. ) Przy siedmiorgu surowo wychowanych dzieciach przypadających średnio na całym świecie na jedną muzułmańską kobietę i naszej rozpieszczonej młodzieży, sytuacja już teraz jest alarmująca.
Kagyu Life Czy lepszą drogą do rozwiązania tego problemu nie byłoby raczej nakłanianie do integracji?
Lama Ole Próby takie zawsze chybiają celu. Wygląda na to, że prawie każdy woli zostać wśród swoich. Ameryka na przykład już składa się z plemion, które razem scalają jedynie policja i dolar. Dla niektórych wschodnich Europejczyków, do Władywostoku, nasz ceniący wolność sposób życia jest całkowicie zrozumiały. Po kilkuletnim poznawaniu dzielą go z nami z prawdziwą odpowiedzialnością. Również w Danii są bogactwem społeczeństwa. Z drugiej strony jednak niewiele krajów położonych na wschód i południe od Morza Śródziemnego wydaje się go znać lub chcieć. W środku naszych europejskich miast powstają coraz większe getta, które w przyszłości nie będą oazami spokoju. Różni ludzie doświadczają świata na różne sposoby i to wyjaśnia być może, dlaczego tak wielu reprezentantów innych narodów pozostaje na zewnątrz naszych społeczeństw. Mają po prostu zupełnie "inny film i żyjąc u nas są stale niezadowoleni, mimo korzyści jakie odnoszą.
Kagyu Life Czy wypowiadanie się na wszystkie te tematy należy w ogóle do zadań buddyjskiego nauczyciela?
Lama Ole Buddyjscy nauczyciele są wolnymi ludźmi, wolno im na przykład czuć się odpowiedzialnymi za nasze drogocenne swobody. Mogą brać udział w wyborach i zajmować się polityką. Jeżeli lama stwierdzi, że Budda nie mógł oczywiście powiedzieć nic o islamie, gdyż powstał on dopiero w tysiąc lat po jego odejściu, może użyć ponadczasowego wglądu Buddy, by ocenić taką naukę. Czy też nie? Myślę, że musi mieć do tego prawo, sprawdziłem również, jakie zdanie na ten temat mają nasi najwyżsi nauczyciele. Jeżeli mam pewność, że działam i mówię bez niechęci, mając na uwadze długofalowe dobro jak największej ilości istot, jest to również moim obowiązkiem. Omijanie takich tematów byłoby zmarnowaniem szansy przyniesienia pożytku innym i tchórzostwem, byłoby nie do zniesienia dla mojego sumienia.
Kagyu Life Mówisz, że traci się błogosławieństwo buddyjskiego schronienia, jeżeli ostatecznie zostanie się muzułmaninem. Czy Budda zostawia na pastwę losu kogoś, kto "zbłądzi, wybierając inną religię?
Lama Ole Sprawdziłem ten punkt na samej górze, jako pierwszy powiedział to zresztą bardzo ugodowy Tenga Rinpocze. Sam wpadłem na to później, teraz opierając się na własnym zrozumieniu dołączam do tej listy scientologię i inne przynoszące szkodę kulty. Ostatnio niemieckie Ministerstwo do Spraw Wyznań zaczęło rozważać, czy islam w ogóle może być nauczany w szkołach, ponieważ wiele z jego nauk jest sprzecznych z ustawą zasadniczą. Nawiasem mówiąc nauka Buddy jest w tym kontekście bardzo wspaniałomyślna. To, że pozostawia w obszarze swego błogosławieństwa dobre szkoły chrześcijańskie i hinduistyczne, jest bardzo wyjątkowe. Ten, kto opuszcza islam, ryzykuje życiem. Również chrześcijaństwo nie pozwala na innych bogów lub związki. To, że nie możemy pobłogosławić zachowania islamu, jest chyba zrozumiałe.
Kagyu Life Czy Twoi nauczyciele wypowiadali się kiedykolwiek w ten sposób?
Lama Ole Na to pytanie odpowiedziałem już przed chwilą. Na lamie spoczywa bardzo poważna odpowiedzialność. Jeżeli nauczyciel zna świat, kocha go i pragnie go chronić, a nie chce tylko napchać sobie kieszenie unikając trudnych tematów lub sprzedając ludziom złudzenie świętego świata (albo świętego Tybetu, który również nigdy nie istniał), jeśli widzi niebezpieczeństwo, musi o nim mówić, być może inni go nie dostrzegają. W końcu lama od tego właśnie jest. Karmapa i Szamarpa wiedzą, jak już powiedziałem, w jaki sposób pracuję i aprobują to, ale rzeczywistym powodem takiego sposobu działania jest moje własne sumienie jako wolnego człowieka i strażnika. Ludziom mówię ogólnie, że muszę tutaj mieć rację, ale nie muszę być popularny. Jeśli ktoś myśli jednak inaczej, życzę mu również szczęścia, nie ma w tym niczego osobistego.
Kagyu Life Czy oczekujesz od swoich ośrodków i uczniów, że będą reprezentowali w społeczeństwie Twoje poglądy na islam?
Lama Ole Odpowiem na to po duńsku: żądam dla siebie prawa do wypowiadania się w swobodny sposób, jednocześnie również przyznaję je także innym. Każdy rodzaj unifikacji jest dla mnie nie do zniesienia. Ludzie myślący podobnie i tak zejdą się razem i w ten sposób stopniowo skrystalizują się, oby istotne, wglądy. Nigdy nie powiedziałbym innym, jak mają patrzeć na świat.
Kagyu Life Czy ośrodki prowadzą zawsze Twoi osobiści uczniowie? Jeśli tak, to czy jest to wymóg, czy też sytuacja po prostu sama tak się rozwinęła?
Lama Ole Jest i tak i tak. Nasza praca rozwija się ciągle dzięki przyjaźniom i zaufaniu. To one są idealistycznym spoiwem utrzymującym wszystko w całości, dają też pewność, że nie staniemy się biurokratami. Wszędzie tam, gdzie załamały się przyjaźnie, jak miało to miejsce kilkakrotnie w przeszłości, musieliśmy zwolnić kilku gryzipiórków. Ponieważ praca nauczycieli Karma Kagyu opiera się na wolności i samodzielności, w naszych ośrodkach pojawiają się również odpowiedni ludzie. Po kilku latach nauki i wczuwania się w temat zostają przez innych uznani. Często są bardzo skuteczni w działaniu, wielu z nich podróżuje również z nami, uczą się wtedy z tego, co dzieje się w naszych ośrodkach na całym świecie.
Kagyu Life Jak daleko posuniętą swobodę dokonywania wyborów mają ośrodki? Jak dużą rolę odgrywają w ich pracy Twoje decyzje?
Lama Ole Zawsze udzielam tylko rad. Zależy mi na tym, żeby ludzie szybko stawali się samodzielni. Kiedy się spotykamy, opowiadam zawsze o tym, co wydarzyło się ostatnio w naszej pracy na świecie. W ten sposób grupy mogą podejmować decyzje opierając się na najnowszych informacjach. Ponieważ wielu ludzi ma do mnie zaufanie, chętnie troszczę się o współpracę pomiędzy ośrodkami. Poszczególne grupy powinny jednak jak najwięcej robić samodzielnie, nic lepiej nie rozwija, niż idealistyczna praca, z drugiej strony każdy nauczyciel kiedyś umrze. Caty, Tomek i moi najbliżsi uczniowie zadbają wówczas wspólnie o to, by nasza praca nie skostniała, albo nie zamieniła się w kościół.
Kagyu Life Czy miały miejsce wypadki, że ośrodki nie chciały zastosować się do Twoich decyzji? Co wówczas robisz?
Lama Ole Jeżeli nie zostałem od razu zrozumiany, winien był prawie zawsze zbyt wielki pośpiech, nie miałem wystarczającej ilości czasu, żeby wyjaśnić wszystkie szczegóły sytuacji. Dlatego również pytania są takie ważne. Przeważnie myślimy, że inni wiedzą tyle samo, co my. Jednak kiedy pojawiły się uniemożliwiające kompromis różnice w poglądach, jak miało to miejsce w przypadku sprawy chińskiego kandydata na Karmapę, nasze drogi się rozdzieliły. Nie jeżdżę więcej do popierających go ośrodków, by nie łamać kolejnych związków. Dla buddyzmu w krajach położonych na wschód od Renu, powstająca w ten sposób przejrzystość była zresztą za każdym razem naprawdę bardzo dobra. Na miejsce każdego niezadowolonego, który nas opuszczał, przychodziło wielu nowych, świeżych ludzi, a atmosfera i współpraca w ośrodkach znacznie się poprawiały. Jeśli ogólny kierunek jest utrzymywany, wówczas pole mocy w grupach jest obecne, a podejmowane przez nie decyzje są właściwe. Z poszczególnych doświadczeń tego rodzaju korzystają następnie ośrodki na całym świecie.
Kagyu Life Powiedziałeś kiedyś: "Za nowoczesną mahamudrę uważam pracę nad atmosferą w grupach, z przytomnymi i samodzielnymi uczniami. Na czym polega ów związek pomiędzy mahamudrą, a atmosferą w ośrodkach?
Lama Ole Zawinił w tym przypadku chyba mój niemiecki. Miało to oznaczać, że atmosfera w ośrodku jest dla każdego zwierciadłem, w którym może zobaczyć stan własnego umysłu, a także czymś, co wraz z innymi może wykorzystać na drodze do wyzwolenia. Na codzień oznacza to dawanie i branie z jak najsłabszym poczuciem oddzielenia pomiędzy przeżywającym, tym co jest przeżywane i samym przeżyciem.
Kagyu Life Jeszcze jeden cytat: "Potrzebujemy chyba co kilka lat jakiegoś skandalu, żeby potrząsnąć ludźmi i pozbyć się świętoszków. Czy nie byłoby lepiej pozwolić ludziom praktykować w spokoju?
Lama Ole To zdanie ma podwójne znaczenie: Z jednej strony ma złagodzić położenie, w którym się ostatnio znaleźliśmy dzięki uważanym za tak świętych Tybetańczykom. Jeśli nie można uniknąć skandali, lepiej jest śmiać się niż płakać, robiąc jednocześnie wszystko co niezbędne. Z drugiej strony skandale są rzeczywiście doskonałym sprawdzianem naszego rozwoju. To, jak zachowujemy się w ich obliczu, pokazuje dokładnie poziom przejrzystości i samodzielności umysłu każdego z nas.
Kagyu Life Można usłyszeć, że mówisz ośrodkom, żeby nie sprzedawały w dharma-shopach pewnych bardzo popularnych buddyjskich książek. Dlaczego?
Lama Ole To prawda, moich książek również nie znajdziecie na stołach lamów spoza naszej linii. Gelugpowie mogą wykładać wszystko, ponieważ pracują na pojęciowym poziomie mahajany, ale tam, gdzie dawany jest przekaz pełnego doświadczenia, słuchacze wkraczają w pole mocy. Możliwe, że po raz pierwszy słuchają o wielu rzeczach, które od razu im się podobają. Rozumieją je jednak często tylko połowicznie i nie dostrzegają między nimi różnic. Ludzi tych nie można wprowadzać w dodatkowe pomieszanie książkami, które używają różnych słów do opisania tego, o czym była mowa w czasie wykładu, lub też w których używane pojęcia oznaczają co innego. To jest jedyny powód. Jeśli przed każdym wykładem tuzin moich uczniów wykonuje setki telefonów i bardzo często w nieprzyjemnych warunkach rozkleja plakaty, żeby ludzie mogli dowiedzieć się czegoś o znaczeniu diamentowej drogi, to nie powinni oni zaraz po wyjściu znajdować książek, które utrudnią im przyjęcie tego, co właśnie usłyszeli. Książki te są natomiast dostępne w bibliotekach wielu ośrodków, w których każdy może również uzyskać odpowiedzi na swoje pytania. Przy otwartości, jaką stwarzamy dla nauki Buddy, książki innych lamów będą się również lepiej sprzedawały. Po angielsku nazywa się to "trickle, down.
Kagyu Life Mówi się, że jesteś raczej krytycznie nastawiony do bardzo popularnego na Zachodzie Tybetańczyka, Sogyala Rinpocze. Nie opuszczasz żadnej okazji, żeby zwrócić uwagę na to, że jakiś czas temu został oskarżony w Stanach Zjednoczonych o seksualne wykorzystywanie kobiet. Co masz przeciwko niemu? Czy w buddyjskiej społeczności nie ma miejsca dla was obu?
Lama Ole Sogyala Tulku znamy od początku 1974 roku, kiedy to kilku lamów Karmapy przyjechało do Norwegii i poskarżyło się, że jako jedyny w grupie mówiący po angielsku zagarnął dla siebie ludzi, których oni zainspirowali swoją pracą. W kilka miesięcy później siedzieliśmy razem przed Karmapą w Anglii, w pewnej chwili poprosił on nas, żebyśmy udzielili krótkich nauk. Nie pamiętamy już z Hannah, kto mówił jako pierwszy, ja wyjaśniłem jednak różnicę pomiędzy uwarunkowaną, a ostateczną prawdą, a Sogyal Rinpocze pewną praktykę Njingmapy, w czasie której wdycha się i wydycha białą sylabę AH. Karmapa spojrzał wtedy na obu z nas, ale powiedział niewiele. Wkrótce potem poprosił mnie, żebym nauczył medytacji żonę Czime Rinpocze. Potem od czasu do czasu spotykaliśmy się w otoczeniu wysokich Rinpocze, na przykład Dilgo Czientse, zawsze trwało to jednak krótko, a serdeczność pojawiała się raczej z mojej strony. Zniknęła jednak, kiedy stał się przyczyną rozstania dwojga moich bliskich uczniów z Aten, mimo iż wiedział, że byli razem od lat i bardzo się kochali. Nie przestałem się interesować skutkami jego działań; to co mówili ludzie plączący się między nami bardzo daleko odbiegało od skromnego i pełnego wdzięczności świata moich wyobrażeń. Specjalnie zaczynał od wyższych warstw społeczeństwa, podczas kiedy moi uczniowie przez długi czas rekrutowali się prawie wyłącznie spośród studentów i hippisów. Otrzymywał w związku z tym duże sumy pieniędzy, podczas gdy my jeździliśmy z miasta do miasta na wykłady autostopem. Nie zazdrościłem mu tego, to uczucie jest mi obce, ale przyglądałem się ze zdumieniem temu, co się działo. Przede wszystkim specjaliści musieli się śmiać w duchu słysząc, jak wynosi świętą tybetańską rodzinę ponad obszarpanych ludzi Zachodu i mówi, że główni lamowie odwiedzanych przez niego właśnie ośrodków są jego bliskimi krewnymi. W naszym ośrodku w Wiedniu na przykład nigdy mu tego nie wybaczono.
Jeżeli chodzi o jego bestseller, nie miałem czasu, żeby go przeczytać. Znam tylko linijki poświęcone poła, ponieważ pokazali mi je przyjaciele, nie da się z nich skorzystać. Jednocześnie nie można na tej podstawie wyciągać chyba żadnych ostatecznych wniosków, ponieważ Alyson z naszego ośrodka w San Francisco, która pracowała niedawno u wydawcy Sogyala Tulku, mówi, że firma Harper & Collins całkowicie zmienia teksty swoich autorów. Podobno ledwo rozpoznał on swój tekst po ich redakcji.
To tyle o plotkach. Istnieje jeszcze wiele soczystych historii o tak bliskim życiu tybetańskim buddyzmie, ale zachowam je na kilka dobrych wieczorów przy piwie, kiedy będziemy analizować główne i poboczne kierunki rozwoju diamentowej drogi na Zachodzie. Proszę zrozumcie, że w najmniejszym stopniu nie uważam Sogyala Tulku za konkurenta. Jesteśmy po prostu zupełnie różni, zarówno fizycznie, jak też psychicznie i otwieramy przed nauką Buddy zupełnie innych ludzi. Cieszę się nawet, że troszczy się o tych, dla których mój styl byłby zbyt przejrzysty i wymagający. Z pewnością dzięki jego bestsellerowi wiele osób kupiło moje książki. Jestem mu z tego powodu bardzo zobowiązany.
Amerykanka, która zażądała od niego dziesięciu milionów dolarów odszkodowania, podała swoją historię do publicznej wiadomości w internecie, z pewnością po to, by wywrzeć na niego silniejszy nacisk i dostać więcej pieniędzy, i tak nie moglibyśmy więc tego ukryć. Dodatkowo Caty, Hannah i ja mamy umowę z ewangelickimi badaczami sekt w Niemczech i Danii, że zostawią nas w spokoju tak długo, jak długo będziemy sami dbali o porządek na własnym podwórku. Wiedzą o nas więcej niż my sami, jak wielokrotnie się przekonałem, mają całe archiwum akt, moich książek i wydań "Kagyu Life.
Dlatego, mimo że było nam przykro podać w ostatnim numerze wiadomości o wątpliwym seksualnym zachowaniu Kalu Rinpocze i Lamy Mönlama, zrobiliśmy to, gdyż historie te i tak wydostały się już na światło dzienne. Reszta węża podąża zawsze za głową, a nie za ogonem i trzeba być pierwszym w udzielaniu informacji, żeby móc zapanować nad sytuacją. W przeciwnym razie ludzie tracą zaufanie i pojawia się fala tlących się i niemożliwych do ugaszenia plotek.
Kagyu Life Określasz inne buddyjskie linie i szkoły tak niepochlebnymi mianami, jak "sztywni i nudni (gelugpowie) , "egoiści (therawada) , "gniewni i dumni ludzie (njingmapowie) . W przeciwieństwie do tego Twoi uczniowie to na przykład "pełni radości jogini. Nie wydaje się to bliskie słynnej buddyjskiej tolerancji. Czy możesz sobie wyobrazić, że na skutek tego niektórzy określają Cię mianem "sekciarza?
Lama Ole Ten, kto przekartkuje tysiąc stron doniesień o przeżyciach pana, posiadającego tak wiele bogatych doświadczeń jak ja, na pewno natknie się na rzeczy, które nie wszystkim się spodobają. Chętnie przyznaję się do tego, że swoją funkcję strażnika w dużym stopniu wypełniam stosując starą dobrą zasadę mówiącą, że najlepszą formą obrony jest atak. Z pewnością też często rozbijam więcej jajek niż potrzeba, żeby powstał właściwy omlet. Zaufajcie mi jednak, co do jednego: istnieje i zawsze istniał w tybetańskiej polityce poważny i ukryty konflikt spowodowany tym, że kościół państwowy gelugpów sprawuje całą władzę, mając praktycznie monopol na kontakty z wolną światową prasą itd. Patrząc z historycznego punktu widzenia wpływy te zawsze były nadużywane. Rząd emigracyjny chciał na przykład potwierdzić fałszywą głowę szkoły nie tylko u nas, lecz także u szakjapów, gdzie mu się to nawet udało, Dabszanga Rinpocze "pomylono z Szakja Trinzinem Rinpocze. Obecnie gelugpowie próbują to samo zrobić z młodym Dudziomem Rinpocze, którego nie uznają njingmapowie!
My możemy im przeciwstawić błogosławieństwo Karmapy, coraz bardziej otwartego Künziga Szamarpę i myślących w nowoczesny sposób moich uczniów. Patrząc z zewnątrz nie jest to wiele, im mniej środków się posiada, tym precyzyjniej trzeba też umieć je zastosować. Wy jako redakcja Kagyu Life wykonujecie tutaj bardzo pożyteczną pracę, sprawiacie, że pełni idealizmu ludzie Zachodu mogą nauczyć się krytycznego myślenia, również o stosunkach panujących wśród Tybetańczyków. Na dłuższą metę jest to nieuniknione. Z drugiej strony dbacie o to, żeby nie stracili na skutek tego zaufania. To, że warto praktykować Dharmę, jest wyraźnie widoczne we wszystkich waszych artykułach, również w tych poświęconych konfliktom. Począwszy od pewnego określonego poziomu świadomości istnieje zresztą i tak jedynie wybór pomiędzy nihilizmem, a diamentową drogą.
Jeżeli chodzi o nauki małej drogi (hinajany) , czy też ślubowania mnichów i mniszek, służą one odnoszeniu pożytku dla samego siebie. Tak to jest. Natomiast therawada jako określenie wspólne dla wszystkich południowych buddyjskich szkół, a nie jako przeciwieństwo mahajany, w którym to znaczeniu używa tego terminu większość tybetańskich uczonych, zawiera, o ile wiem, również pojęcie "metty, współczucia. Przykro mi, jeżeli w czasie wyjaśniania różnych buddyjskich poglądów mieszam czasem ze sobą pojęcia hinajany i therawady, ale poza mahajaną nigdzie nie czuję się całkiem jak u siebie w domu, nie robię tego specjalnie. Tybetańczycy zresztą nie czynią tu żadnego rozróżnienia. W rzeczywistości oceniam te pojęcia o wiele łagodniej, niż można to wyczytać w dawnych tekstach. To, co szacowni reprezentanci wielkiej i małej drogi mieli na ten temat do powiedzenia na przestrzeni tysięcy lat, rzadko było szczególnie przyjazne. Nie wszystkie wypowiedzi powstają jednak w ogniu walki. Możliwe, że określam wibracje innych szkół i ich grup jako nudne lub dumne, pobożne lub dramatyczne. Robię to, ponieważ sądzę, że odrobina krytyki jest bardzo pożyteczna dla atrakcyjnego obrazu nowoczesnego buddyzmu. W takim przypadku określam też zawsze nasKagyupów jako opanowanych pożądaniem albo chciwych. Często chwalę moich uczniów, myślę że wielu z nich świetnie się rozwija, jestem jednak zbyt dobrze wykształcony, żeby korzystać z reklamy porównawczej. W diamentowej drodze różne przeszkadzające właściwości odpowiadają naszej przydatności do niedualnych, ojcowskich lub matczynych tantr. Dostrzeżone i użyte jako paliwo są najszybszym środkiem prowadzącym do oświecenia.
Kagyu Life Przede wszystkim na skutek tych uwag, jak mówią niektórzy twoi właśni ludzie, K. K. D. (Karma Kagyu Dachverband, niemiecki odpowiednik naszego Buddyjskiego Związku Karma Kagyu, przyp. tłum. ) stała się czarną owcą w Niemieckiej Unii Buddyjskiej (D. B. U. ). Czy jest to tego warte?
Lama Ole Czarnymi owcami staliśmy się z wielu powodów. Unia grupowała na początku jedynie buddystów therawady i otworzyła się przed tybetańskimi liniami po to, by zostać uznaną za religię. Jesteśmy jednak bardzo różni. Ponieważ z powodu skandali Dharmadhatu ogólnie nie przepadamy za organizacjami, przez wiele lat nie nawiązywaliśmy kontaktu z Unią. Taka sytuacja stwarza wolną przestrzeń dla plotek. Teraz reprezentuje już nas tam kilka osób z zarządu K. K. D. i sytuacja się wyrównuje. Ponieważ większość w D. B.U. stanowią po prostu mili ludzie z wielu szkół, walczący o wolność sumienia i przekonań, nasze wzajemne stosunki powinny być przejrzyste, nadszedł czas współpracy. Ja sam przy okazji nauczę się dbać bardziej o solidne podstawy swoich wypowiedzi, chociaż nie kosztem poczucia humoru.
Do swoich często szorstkich stwierdzeń chcę jednak nie tylko dodać surowe duchowe obyczaje ludów północy: w rzeczywistości chronienie ludzi przed popadaniem w sztywność i brakiem przejrzystości jest ciężką pracą. Ważne jest, żeby nie stali się konsumentami buddyzmu, by nie wierzyli po prostu w to, co mówi "góra, lecz sprawdzali rzeczy, które się wydarzają. Do tego przydaje się czasem lekki kopniak w tyłek, który często mam honor wymierzyć osobiście. Ci, którzy znają buddyjski internet wiedzą na pewno, jak wyglądają obecnie stosunki pomiędzy szkołą Karma Kagyu nie opanowaną przez Chińczyków, a gelugpami. Nasz Künzig Szamarpa czuje się przez nich rzeczywiście ośmieszony i oszukany. (Lama Ole nawiązuje do wymiany korespondencji pomiędzy biurem Dalaj Lamy, a Künzigiem Szamarpą, patrz DD 16; przyp. tłum. ). W każdym kontakcie z chińskimi komunistami rząd emigracyjny prezentuje poważny brak kompetencji, na co Tybet w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić. Na przykład to, że w sprawie Karmapy zajmuje to samo stanowisko, co chiński rząd, jest jednocześnie i głupie i przykre. Na skutek podobnych działań doszło również do odnalezienia fałszywego Panczen Lamy, który pewnego dnia potwierdzi prawdopodobnie fałszywego Dalaj Lamę, zgodnie z chińskimi oczekiwaniami, co zamknie ostatecznie pięciusetletnią historię Tybetu. Będąc przyjacielem Dalaj Lamy od 1973 roku, kiedy pobłogosławił ośrodek w Kopenhadze, a także gospodarzem połowy jego rządu, kiedy mieszkał w niej przez cztery dni odbierając nagrodę Nobla, przepowiedziałem mu taki obrót spraw, w dodatku trzykrotnie. Wie, że byłem doradcą Karmapy od światowej polityki, nie zareagował jednak. Zadaję sobie również z innych powodów pytanie, na ile, w kontekście ostatnich skandali finansowych autorstwa mnichów odbywających trasy taneczno - koncertowe w Ameryce Środkowej i Południowej, panuje jeszcze nad swoim rządem.
Kagyu Life Szczególnie gelugpowie zdają się być ulubionym celem Twoich dowcipów i krytyki. Ciągle na przykład powtarzasz, że trzeba u nich najpierw studiować przez dwadzieścia lat, zanim uzyska się "pozwolenie na medytację. Jednocześnie ludzie, którzy mają kontakt z ośrodkami Gelugpy na Zachodzie opowiadają, że medytuje się w nich tak samo wiele, jak u nas. Osoby związane z Gelugpą zarzucają Ci, że prezentujesz takie praktyki jak mahamudra lub sześć jog Naropy jako ekskluzywne metody Kagyu, podczas kiedy u nich można się ich również nauczyć. Ostatnio ukazała się na przykład nowa książka Dalaj Lamy nosząca tytuł "The Gelug - Kagyu Tradition of Mahamudra.
Lama Ole Do tej pory zawsze mi się wydawało, że jest to raczej nasza specjalność. Jeżeli chodzi natomiast o moje wypowiedzi dotyczące różnych sposobów nauczania różnych szkół, to w czasie lat spędzonych w Himalajach nauczyłem się niewiele tybetańskiego, ponieważ prawie wyłącznie medytowałem. Dzisiaj, odwiedzając prawie codziennie inne miasto, opiekując się stu osiemdziesięcioma rozwijającymi się ośrodkami i odpisując na kilogramy poczty prawie przez okrągłą dobę, również nie miałem możliwości zagłębienia się w teksty, na przykład Gelugpy. Dlatego muszę mieć w tej materii, podobnie jak w życiu, zaufanie do moich nauczycieli. Źródłami moich wiadomości na temat praktyk innych linii są XVI Karmapa, ostatni Dziamgon Kongtrul Rinpocze i zmarły Kalu Rinpocze. Wszyscy, których cytuję są doświadczonymi mistrzami, jednak na temat Gelugpy nie mieli dobrego zdania. Obaj pierwsi mówili zawsze, że gelugpowie posiadają tylko mahamudrę sutr, Wielką Pieczęć na poziomie pojęciowym, która jednak nie stanowi całego przekazu. Karmapa powiedział dodatkowo, że wielu spośród gelugpów zna tylko fazę budowania w medytacji, bez fazy spełniającej, co doprowadziło do pojawienia się naprawdę trudnych demonów, na przykład tak słynnego ostatnio Szugdena. Karmapa dodał także, iż sam musiał nauczyć lamę Tubtena Jeszie stapiania się z buddami, ponieważ nie znał on tej fazy w medytacji.
Ogólnie wszyscy trzej stwierdzili, że życie tuż obok siebie w północnoindyjskich obozach uchodźców po 1959 roku doprowadziło do pewnego zbliżenia się przekazów, co wszystkim wyszło na dobre. Ich zasadniczy pogląd na temat gelugpów i ich możliwości zupełnie się jednak z tego powodu nie zmienił.
Gjaltsab Rinpocze nie cieszy się teraz być może największym szacunkiem, ale za swych lepszych czasów mówił często, że przekaz Kagyu jest tak skuteczny, ponieważ pomiędzy reinkarnacjami Karmapów był zawsze utrzymywany przez różne wypromieniowania buddów. Gelugpowie mieli natomiast najpierw Dalaj Lamę, potem zwyczajnego człowieka jako regenta, a następnie znowu Dalaj Lamę i znowu zwyczajnego człowieka. Większość tych "cnotliwych, tak właśnie tłumaczy się nazwę tej szkoły, nie uznaje zresztą na przykład Guru Rinpocze, przede wszystkim dlatego, że miał tak wiele kobiet. Z tego powodu brakuje im dodatkowo olbrzymiej siły jego przekazu. Mam mówić dalej? Mam zaufanie do moich nauczycieli. Jestem pewien, że świadomie przekazali mi te informacje, żebym mógł ich użyć, kiedy pojawi się taka potrzeba. Sam niczego nie oceniam i życzę każdemu sukcesów na jego ścieżce. Nauka Buddy jest nieograniczona i uważam za coś zupełnie naturalnego to, że również w buddyzmie tybetańskim jedna szkoła wybiera raczej drogę uczenia się i myślenia, podczas gdy inne nastawiają się przede wszystkim na doświadczenie i przekaz. Nie chodzi o to, że jedna rzecz jest lepsza, a druga gorsza. Z drugiej strony jednak dopiero wtedy, kiedy odnajdziemy to, co nam naprawdę odpowiada, będziemy mogli się rzeczywiście rozwijać. Kiedy linie próbują stroić się w cudze piórka, ponieważ coś jest akurat modne, na przykład medytacja, prowadzi to tylko do pomieszania. Nie jest to również potrzebne. Kalu Rinpocze powiedział kiedyś, że w Tybecie gelugpowie musieli często przez dwadzieścia lat studiować, zanim mogli przejść do medytacji, ale wtedy mieli już bardzo dobre podstawy. Kiedy pojechaliśmy z Hannah w 1974 roku do Londynu, ten sędziwy jogin wyjaśnił dużemu jak na owe czasy gronu słuchaczy, było wśród nich również wielu Rinpocze, szczególne cechy poszczególnych szkół buddyzmu tybetańskiego. Ciekawe jest to, że od tamtej pory wibracje te jeszcze się na Zachodzie wzmocniły. Kalu Rinpocze wyraził się tak: "Ten, kto w Tybecie chciał rozwinąć cnotę, szedł do gelugpów, kto pragnął uczoności do szakjapów, kto chciał medytować udawał się do njingmapów, a kto zamierzał szybko osiągnąć oświecenie, uczył się u kagyupów. Niezależnie od tego, czy się z tym zgadzamy czy też nie, wypowiedź ta pokazuje pewną wyraźną i zdrową siłę. Anemiczne przewrażliwienie, które tak łatwo pojawia się w zachodnich kręgach Dharmy i przesadną ostrożność w kontakcie z każdym niedoszlifowanym lub krytycznym słowem zawdzięczamy sami sobie, nie pochodzą one z Tybetu.
Jeżeli chodzi natomiast o książkę Dalaj Lamy to po prostu nie wiem co zawiera. Będąc w Kopenhadze z okazji przyznania nagrody Nobla nie chciał udzielić wyjaśnień do ważnej "Modlitwy mahamudry III Karmapy, ponieważ nie miał do niej lungu. Niezależnie od tego, czy zechciał podkreślić to, co związane jest ze zrozumieniem, czy też to, co dotyczy doświadczenia, u takiego autora będzie to z pewnością zawsze najwyższą mądrością. W takich dziełach interesuje mnie przede wszystkim to, na ile mogą być pożyteczne dla nas, Kagyupów. Jeżeli pomagają raczej innej linii, jest to równie dobre.
Kagyu Life Często stwierdzasz, że żywy buddyzm tybetański właściwie dopiero dzięki Tobie rzeczywiście dotarł na Zachód. Jak uzasadniasz ten pogląd?
Lama Ole To prawda. Jeżeli chodzi o Europę Środkową i szkoły tybetańskie, wraz z Hannah sprowadziliśmy falę tego, co dzisiaj jest jeszcze żywe. Książek było już wiele. Chociaż już we wczesnych latach sześćdziesiątych wielu Rinpocze, przede wszystkim z Gelugpy, zostało wysłanych na zachodnie uniwersytety (jak na przykład doskonały Tarab Tulku) , nauczali oni jednak przeważnie tylko tybetańskiego i odrobiny filozofii. Jeżeli chodzi o czterech młodych tulku naszej szkoły, którzy w 1967 roku przybyli do Szkocji, tylko jeden z nich stał się znany, głównie zresztą z powodu plotek, mam na myśli Trungpę, który szybko uciekł do Ameryki. Dopiero w ostatnich latach również Akong zapewnił sobie historycznie i karmicznie złą sławę, zostając prawą ręką chińskich władz okupujących Tybet.
Większa część tego, co rozwinęło się w ramach buddyzmu tybetańskiego pochodzi od nas, przede wszystkim jeśli chodzi o przekaz świecki i jogiczny. Potwierdza to sto osiemdziesiąt dobrze rozwijających się grup działających wszędzie w wolnym świecie poza komunistycznymi Chinami, Afryką i krajami muzułmańskimi. Ponieważ zakładając te ośrodki z pewnością nauczyłem się równie wiele od moich uczniów, co oni ode mnie, a także dlatego, że i tak wszystko jest błogosławieństwem linii przekazu i dzieje się na życzenie Karmapy, mogę o tym wspomnieć bez ryzyka, że chwalę samego siebie. Nie mogę sobie wyobrazić niczego piękniejszego niż to zadanie.
Kagyu Life Wielu ludzi drażni twój militarny styl: często nosisz wojskowe ubrania, udzielając nauk używasz przykładów związanych z armią, doradzasz służbę w niej swoim uczniom itd. Czy da się to pogodzić z funkcją buddyjskiego nauczyciela?
Lama Ole W poprzednim życiu jako wolny strzelec chroniłem cywilną ludność wschodniego Tybetu przed chińskimi żołnierzami, w tym również niewiele sobie robię z rozkazów. Od wczesnego dzieciństwa mam związane z tym sny i wspomnienia, wraz z Hannah rozpoznaliśmy w czasie podróży do wschodniego Tybetu w 1986 roku zarówno wioskę, w której byliśmy z Karmapą w poprzednim życiu ( w której się urodził), jak też miejsca w Amdo, dalej na północy , gdzie działałem jako strażnik. XVI Karmapa nazywał mnie na zmianę Mahakalą, generałem Dharmy, Khampą i strażnikiem. Wyraźnie oczekiwał, że również w tym życiu będę kontynuował tę pracę dla niego i dla naszej linii. Rzeczywiście najlepiej czuję się w wojskowym ubraniu, będąc nieustannie w podróży najchętniej noszę rzeczy w bocznych kieszeniach. Ponieważ niektórzy przyjaciele zauważyli, że najlepiej pasuje na mnie niemiecki rozmiar wojskowy nr 6, mam już zapas ubrań na kilka następnych odrodzeń. Myślę najpierw strategicznie, a dopiero potem taktycznie - Ętak samo mówię. Bycie strażnikiem jest po prostu moją najgłębszą naturą, w każdej chwili jestem całkowicie świadomy jak w danej sytuacji mogę zabezpieczyć swoje położenie. Jeśli chodzi o służbę wojskową chciałbym powiedzieć, że wolności nie dostaje się za darmo. Jeśli nie rozłożylibyśmy komunistów na łopatki przy pomocy wyścigu zbrojeń, Europa nie byłaby dziś wolna. Zadaniem mężczyzn jest służenie w ten sposób społeczeństwu, spychanie tego niebezpieczeństwa na innych uważam za słabość. Istnieją dla buddysty rzeczy warte tego, by o nie walczyć.
Kagyu Life Wielu ludzi mówi dzisiaj, że lubią buddyzm szczególnie dlatego, że podkreśla on nie stosowanie przemocy. Myślą wówczas często o takich nauczycielach, jak Dalaj Lama, Thich Nhat Hahn. Czy buddyjski nauczyciel musi być pacyfistą?
Lama Ole Tomasz Jefferson powiedział kiedyś tak: "Ja uczę się sztuki wojennej, by moje dzieci studiowały rolnictwo, a ich dzieci mogły znowu zająć się filozofią". Jeżeli obaj wymienieni wielcy nauczyciele myślą, że świat zaszedł już tak daleko, iż wszyscy jego mieszkańcy są uosobieniem łagodności, cieszy mnie to. Nie podzielam jednak tego poglądu i widzę poważne niebezpieczeństwa zagrażające zarówno od wewnątrz, jak też od zewnątrz społeczeństwom miękkich, rozpieszczonych i wolnych krajów. W ten sposób wróciliśmy znowu do waszego pierwszego pytania. Islam i przeludnienie w żadnym stopniu nie zostały opanowane, związane z nimi problemy zbliżają się coraz bardziej. Jeżeli nie będziemy gotowi do obrony naszego świata, wówczas podzielimy los dawniejszych wysoko rozwiniętych kultur. A przy okazji: gdyby tybetańska armia do czegoś się nadawała, Dalaj Lama z pewnością nie uległby chińskim najeźdźcom. Słaby zawsze jest za pokojem, ale pokój bez wolności jest dla Niemców więzieniem, a dla Duńczyków cmentarzem. Nigdzie nie było tylu nawoływań do pokoju, co po wschodniej stronie żelaznej kurtyny.
Kagyu Life Mówisz o sobie samym, że osiągnąłeś poziom "wyzwolenia". Inni lamowie nie mówią zwykle o własnym urzeczywistnieniu. Dlaczego poruszasz ten temat publicznie?
Lama Ole Nie lubię po prostu tybetańsko - azjatyckiej kokieterii dotyczącej poziomu własnego wglądu. Jest niezdrowa i prowadzi do pomieszania, należy do zwyczajów, których nie zamierzamy przejmować. Jeżeli nauczyciel mówi w stylu wielu dzisiejszych mnichów, że nic nie wie lub że jest nic nie wart, po co więc traci na darmo cenny czas dobrych ludzi? Z drugiej strony, jeśli ktoś twierdzi, że jest oświecony (jak wielu znanych hinduistycznych guru) , a potem zostaje zatrzymany przez policję lub celników, jest to również głupie. Mówię szczerze, co sądzę na swój temat i każdy może zobaczyć, czy mu to odpowiada, czy też nie. Jest to łatwiejsze.
Kagyu Life Następną rzeczą, która działa odpychająco na wielu ludzi biorących po raz pierwszy udział w Twoich wykładach jest to, że opowiadasz w czasie każdego z nich erotyczne dowcipy, czy też czynisz na ten temat aluzje. Nie jest to coś, czego oczekują od buddyjskiego nauczyciela. Wydaje się, że seks w ogóle odgrywa olbrzymią rolę w Twoim "systemie nauczania". Dlaczego?
Lama Ole Kocham miłość i każda noc spędzona bez niej, i to w wieku pięćdziesięciu sześciu lat, jest dla mnie karą. Przyczyną jest chyba moje pochodzenie, mając siedemdziesiąt sześć lat mój silny ojciec powtarzał jeszcze często: "Kobiety są największym podarunkiem dla ludzkości". Nie jestem w swoim podejściu zresztą w najmniejszym stopniu osamotniony: Dostojewski zawsze natychmiast pytał damy które go odwiedzały: "Jest pani niewinna? Wierzy pani w życie? " Wielu psychologów uważa niezdolność do seksualnego otwarcia się za poważny duchowy brak. Ponieważ tak wiele interesujących zadań czeka na moich uczniów i na nasze ośrodki, uważam za swój obowiązek chronienie ich przed ludźmi mającymi z tą sferą poważne trudności, w tym właśnie pomocny bywa od czasu do czasu odpowiedni dowcip. Na dłuższą metę zresztą osoby takie i tak bardziej pasują do innych ścieżek. Jest to również powodem moich wypowiedzi na temat tego, co dzieje się na świecie, o co już pytaliście. Dzięki kilku dobrym żartom przy pomocy niewielkiego nakładu środków można uniknąć przyszłych tarć. I jeszcze jedno: nie jesteśmy mnichami ani mniszkami, a ludziom świeckim i joginom Budda radził używać ciała do obdarowywania innych radością i oświeceniem.
Kagyu Life Jaki masz stosunek do homoseksualizmu? Czy masz homoseksualnych uczniów?
Lama Ole Mam wielu biseksualnych uczniów i kilku będących homoseksualistami. Wielu parom udzieliłem również błogosławieństwa dla szczęśliwego wspólnego życia. To, w jaki sposób dokładniej cieszą się sobą nawzajem pozostawiam najchętniej im samym. Często są to bardzo zdolni ludzie, ale nie mają łatwego życia. W ich związkach wiele jest zazdrości, właściwie podejrzewam, że miłość z tą samą płcią często wzmacnia ego.
Kagyu Life Podobno dawniej miałeś rzeczywiście bardzo dużo kobiet. Czy dajesz swojej żonie taką samą wolność, jaką zapewniasz sobie? Jakie masz nastawienie do małżeństwa, wierności etc.?
Lama Ole Podobnie jak mój wielki wzór Marpa robił to przed dziewięciuset pięćdziesięciu laty w południowym Tybecie, założyłem pierwsze grupy pomiędzy Oslo i Atenami opierając ich pracę na zaufanych przyjaciółkach. Potem pojawili się w tych ośrodkach pełni mocy panowie i teraz panuje tam wszędzie równowaga. Każdego dnia inspirują mnie nowe przedstawicielki kobiecego wdzięku, jednak, chociaż rani mi to serce na wszystkich poziomach, muszę rozczarowywać otwartych na mnie ludzi, gdyż zbyt duża ilość partnerek przeszkadza pracy. Istnieje również AIDS i muszę w związku z tym dawać dobry przykład, w przeciwnym wypadku byłbym złym nauczycielem. Jest to bardzo nieciekawa choroba, dlatego też ciągle jeszcze ostrzegam przed bliskimi kontaktami z Afrykanami, seksualnymi mniejszościami i narkomanami. Obecna sytuacja, kiedy Hannah dzieli się moim czasem z Caty, nie może być lepsza, obie są wspaniałymi kobietami i wypełniają moje życie szczęściem. Jeżeli zechciałyby znaleźć sobie innych mężczyzn, nie starałbym się ich powstrzymać. Nieskończenie obca jest mi chęć ograniczania ich wolności, lub odbierania radości, mam nadzieję, że również w takiej sytuacji moglibyśmy ze sobą współpracować. Każdemu jednak, kogo partnerka związałaby się z kimś innym, radziłbym przemyślenie sobie kilku spraw. Zgodnie z moim doświadczeniem mężczyzna poszukuje kontaktów z innymi kobietami po prostu dla przyjemności i odmiany i może to nie mieć wpływu na jego trwały związek. Kiedy jednak kobieta znajduje sobie innego partnera, wówczas często jest to znak, że z jej związkiem rzeczywiście coś nie jest w porządku. Jeśli chodzi o miłość jestem wdzięczny Buddzie, że trzyma się w dużym stopniu z daleka od sypialni swoich świeckich uczniów i joginów. Buddysta może żyć w prawie każdej kulturze, wyjątek stanowią na przykład te, które uciskają kobiety. Mieszkając w takich krajach każdy praktykujący Dharmę mógłby mieć pewne kłopoty ze swym sumieniem. Poza tym możliwe jest każde zachowanie, które przynosi radość, a nie cierpienie. Całkowicie i poważnie ostrzega Budda jedynie przed kazirodztwem, które w jego czasach praktykowano na przykład w Egipcie czy Iranie, gdyż niszczy ono materiał genetyczny.
Kagyu Life We Francji pod kierunkiem Gendyna Rinpocze ludzie Zachodu kształcą się na lamów. Mówi się, że jesteś przeciwny temu, by ci mnisi i mniszki nauczali w założonych przez Ciebie ośrodkach. Dlaczego?
Lama Ole To dobre pytanie, jednak postawione w zbyt uproszczony sposób. Ta sytuacja ma swoją historię, najpierw podam więc trochę dodatkowych informacji, można je zresztą znaleźć również w moim ostatnim liście noworocznym. XVI Karmapa już w 1974 roku w czasie swojej pierwszej wizyty chciał zapoczątkować rozwój mnisiego buddyzmu w krajach romańskich, w których ludzie łatwiej się do wszystkiego dostosowują i gdzie można jeszcze kogoś namówić na samotne życie. Pragnął również, by w dzikszej, słowiańsko - germańskiej części Europy odnalazł swoje miejsce buddyzm świecki i jogiczny. Dlatego też powierzył mi odpowiedzialność za obszar rozciągający się od rzeki Ren do Władywostoku i często określał położone na nim kraje jako moją sferę wpływów. Jeżeli chodzi o Anglię nie było dokładnie wiadomo, co będzie tam w stanie zrobić, tamtejszy buddyzm już wówczas był dosyć chwiejny z powodu konkurujących ze sobą Rinpocze, w Ameryce natomiast wszystko było sztuką możliwego, również z powodu skandali nabrzmiewających w Dharmadhatu, których przyszły wybuch łatwo było przewidzieć, podobnie jak rozerwanie się tykającej już bomby zegarowej. Dlatego też zobowiązał mnie do tego, bym raz albo dwa razy do roku odwiedzał Amerykę Północną i teraz mamy tam już chyba pierwszy tuzin grup (chociaż prowadzonych przez Europejczyków i Rosjan) rozwijających się w zdrowy i bliski życiu sposób. Odpowiadają one wyobrażeniu Karmapy o nowoczesnej diamentowej drodze. Wróćmy jednak do Niemiec i Francji: zadaniem naszych czasów będzie w coraz większym stopniu udostępnienie nauki Buddy żywym społeczeństwom, w klasztorach przynosi ona pożytek tylko nielicznym. Na wschód od Renu nagromadziliśmy od 1972 roku wiele doświadczeń, które doprowadziły do powstania tak wielu ośrodków na całym świecie. Zaproponowaliśmy więc Francuzom pierwszorzędnych, stojących mocno obiema nogami w centrum życia nauczycieli, by wzmocnić ich kontakt ze społeczeństwem i zręczniej rozreklamować ich pracę. Kiedy powiedzieli, że sobie tego nie życzą i że nie odpowiada to ich koncepcjom, my również dodaliśmy szczerze, że francuscy mnisi, którzy odwiedzili Europę Środkową spowodowali tam nieco pomieszania. Powiedzieliśmy, że niedojrzali ludzie, którzy przegapili okres swego młodzieńczego buntu, albo nie przeżyli go wystarczająco głęboko i czuli jeszcze pociąg do szat i rytuałów, chcieli po ich wizytach również nasze grupy ukształtować nagle w "święty" i nudny sposób, a wiele prawdziwej wolności i świeżości musieliśmy po ich odjeździe znowu odbudować. Większość ludzi wierzy po prostu w autorytety i jest leniwa. Jeżeli ktoś pojawi się nagle w mundurze albo w szatach, uważany jest natychmiast za kompetentnego i można zapomnieć o całym grupowym procesie uczenia się, który jest naszym celem. Historia Europy pokazuje, że wszystko toczy się dobrze, jeśli pomiędzy Francją i Niemcami panuje przyjazna równowaga. Dotyczy to również nauki Buddy i jako Duńczyk zwracam na to dużą uwagę.
Kagyu Life Niektórzy zachodni lamowie, którzy odwiedzali ośrodki pozostawili jakoby po sobie bardzo dobre wrażenia... ?
Lama Ole Lama Francis, który, właśnie dlatego, że jego zachowanie odbierane jest jako tak nie - mnisie, zawarł u nas dobre znajomości, powinien nadal kontynuować swoje coroczne rundy honorowe po ośrodkach. Od dawna już wiele się uczy z naszych sukcesów, z pewnością podzieli się tymi doświadczeniami u siebie w domu. Do pożytecznej wymiany dochodzi również w czasie letnich kursów K. I. B. I. w Dordogne, w których bierze udział wielu moich starszych uczniów. Poza tym jednak każda ze stron Renu lepiej się z pewnością rozwija odpowiednio do panujących na jej terenie warunków i u siebie. Od chwili kiedy Francuzi również zaczęli popierać Karmapę Taje Dordże możemy im mniej patrzeć na ręce niż dawniej.
Kagyu Life Jeżeli ktoś medytował więcej niż inni, czy nie jest oczywiste, że on albo ona mogą dać ludziom coś pożytecznego, coś co pomoże im w ich praktyce?
Lama Ole Medytacja jest w naszej linii szczególnie ważna. W przypadku świeckich praktykujących dłuższe odosobnienia powinny jednak być związane z ludzką dojrzałością, by nie stali się na skutek nich zbyt miękcy i nieskuteczni życiowo. Powodzenie na odosobnieniu zależy w dużym stopniu od tego, kto na nie idzie. Kalu Rinpocze na przykład, który wysłał na odosobnienia dla mnichów i mniszek ponad pięciuset ludzi Zachodu, pod koniec życia w Bodhgaja publicznie przyznał, iż nie wie, czy ta droga rzeczywiście przyniosła im pożytek; czy rozpoczynając odosobnienie byli wystarczająco dojrzali. W naszych krajach ludzie chcący przeżyć samotnie trzy lata nie należą chyba do najsilniejszych i po ukończeniu odosobnienia przyciągają również raczej osoby o cichych charakterach, które niekoniecznie poruszają świat w posadach czy też lubią styl naszych grup.
Kagyu Life Czy Twoja krytyka dotyczy także mnichów tybetańskich? Mamy tutaj na myśli przede wszystkim młodych aczariów z Rumteku, którym jakoby powiedziano, że nie są mile witani w Twoich ośrodkach.
Lama Ole Będę o tym mówił pod koniec tego kursu poła (w Limie, przyp. tłum. ). Poinformowałem właśnie wszystkich biorących w nim udział o zbliżającej się wizycie Manfreda Maiera, którego głęboko cenią, jednocześnie wraz z Hannah przygotowaliśmy grunt pewnemu aczarii z K. I. B. I. , który w okresie od maja do lipca tego roku ma odwiedzić pięć krajów w Ameryce Łacińskiej. W Niemczech co roku gościmy jednego aczarię, jeden naucza również od kilku lat w Kałmucji w Rosji. Mimo że związane jest to z pewnym wysiłkiem i kosztami, zapraszamy systematycznie tybetańskich nauczycieli z Indii, których Hannah i Künzig Szamarpa krytycznie sprawdzają pod kątem dumy i skłonności do organizowania sobie własnego terytorium. Wraz z moimi zachodnimi uczniami studiującymi w K. I. B. I., lamowie ci tworzą pojęciowy filar naszej pracy.
Kagyu Life Powiedziałeś kiedyś, że nie chcesz, by w Twoich ośrodkach mieszkali na stałe mnisi, gdyż na skutek tego powstają hierarchiczne struktury. Czy w ośrodku prowadzonym przez ludzi świeckich nie istnieje hierarchia?
Lama Ole Ludzie tracą naturalność przede wszystkim wtedy, kiedy pojawiają się zachodni mnisi. W przypadku wysokich nauczycieli czy też Tybetańczyków sytuacja jest łatwiejsza, bo w ich krajach szaty należą do kultury. Zwykle zapomina się o tym, że Budda podał dwieście pięćdziesiąt cztery ślubowania dla mnichów i około trzysta pięćdziesiąt dla mniszek, oraz zaprojektował dla nich szczególne ubrania, żeby odizolować ich od reszty społeczeństwa. Chciał, żeby utrzymujący celibat mieszkali w swym własnym towarzystwie. Mnich pasuje do klasztoru, a nie do ulicy, do medytacji, a nie do polityki. W zwyczajnym życiu jest po prostu człowiekiem, który prawie niczego nie może robić, przede wszystkim niczego przyjemnego i dlatego należy dążyć do sytuacji, w której każdy będzie mógł rosnąć w siłę w swej własnej społeczności. Ludzie świeccy i jogini bardziej nadają się do pracy na ulicy.
Kagyu Life Najwyraźniej nie darzysz szczególnym zaufaniem trzyletnich odosobnień odbywających się we Francji, chociaż prowadzone są one przez Gendyna Rinpocze, którego wysoką realizację uznał sam XVI Karmapa. Czy nie można mieć pewności, że pod przewodnictwem takiego lamy ludzie będą się dobrze rozwijać?
Lama Ole O ośrodkach Kalu Rinpocze wiem rzeczywiście dużo, również dlatego, że czasem pytano mnie dawniej o rady w związku z wydarzeniami, które miały w nich miejsce, w czasie tamtejszych trzyletnich odosobnień często wydarzały się różne wypadki. Kilka osób popełniło samobójstwo, a naprawdę wiele miało problemy psychiczne w czasie odosobnienia lub po jego zakończeniu. Odosobnienia prowadzone przez Akonga Tulku i Lamę Norla w Szkocji i Nowym Jorku obfitują w największą chyba liczbę wypadków. Cieszą się złą sławą tych, które opuszczają złamani, a nie rozwinięci ludzie. Z tego co wiem od niektórych z jego uczniów, praktykujący, którzy odbywają odosobnienia u Gendyna Rinpocze, otoczeni są troskliwą opieką, a kończący je lamowie utrzymują później ze sobą związki, które powstały w czasie wspólnie spędzonych lat. Uważam to za coś bardzo dobrego, gdyż stanowią dla siebie nawzajem nową rodzinę, a późniejsze kłótnie pomiędzy nimi, jak uczy doświadczenie, mogłyby być bardzo szkodliwe. Opisów urzeczywistnienia Gendyna Rinpocze słucham zresztą chętnie i bardzo się cieszę, że z nami jest. Rodzaj uczniów, których przyciągamy i kierunki w jakich pragniemy ich rozwijać są jednak zupełnie różne. Podejmowane przez wielu praktykujących w Grecji i niektórych w Europie Środkowej próby połączenia obu ścieżek najwyraźniej się nie powiodły, doprowadziły ich do głębokiego pomieszania. Z pewnością najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich jest zwyczajna przyjaźń i dzielenie się uzyskaną zasługą bez mieszania ze sobą stylów pracy.
Kagyu Life Ludzie odbywający trzyletnie odosobnienia uczą się szczególnych praktyk, które poza tym trudno jest poznać. Są to szczegółowe rytuały wadżrajany, medytacje na jidamy, sześć jog Naropy itd. Czy wiedza ta nie zaniknie, jeżeli nauki te nie będą dalej przekazywane?
Lama Ole Naturalnie, cała wiedza dawnego Tybetu powinna zostać zachowana, pracujemy nad tym już od prawie trzydziestu lat. Za każdym razem kiedy jakiś przekaz wymiera, stanowi to olbrzymią stratę dla świata i jednocześnie jest spełnieniem celów chińskich komunistów. Cała "Droga Metod Naropy wymaga jednak długich odosobnień i w niewielkim stopniu może być praktykowana w codziennym życiu, co jest możliwe w przypadku Guru Jogi i Drogi Majtripy. Dodatkowo wiele z tych rzeczy musi zostać zachowanych w tajemnicy, poza tymi częściami poła, które można bezpośrednio przekazać umierającemu. Tworzymy obecnie zdrowe podstawy tego, by w przyszłości społeczności ludzi świeckich i joginów mogły się tym zająć, moi przyjaciele i uczniowie gromadzą już teraz ważne dla tego procesu doświadczenia. Również na tym polu TYbetańczycy nie będą w stanie sami zabezpieczyć swojego dziedzictwa.
Kagyu Life Specjalnością osób przechodzących trzyletnie odosobnienia są pudże, śpiewane medytacje. W Twoich ośrodkach są one jednak coraz rzadziej praktykowane. Dlaczego?
Lama Ole Tybetańczycy prawie natychmiast przetłumaczyli nauki Buddy z sanskrytu, jego własnego języka, na swój. Nie traktowali więc tego zagadnienia jak świętej krowy poza tym, że utrzymali wibracje mantr. My czynimy teraz to samo z językiem tybetańskim z tym samym uzasadnieniem, żeby ludzie wiedzieli co robią. Ponieważ pierwsze zetknięcie się z Nauką jest tak ważne, tłumaczenia winny następować szybko, o ile są dokładne i zawierają błogosławieństwo. Nasz zwyczaj wspólnych medytacji jest zresztą pierwszorzędny! To, że z powodu dobrej zdolności do koncentracji właściwej dla ludzi Zachodu, doświadczony praktykujący może prowadzić innych przez kolejne stopnie medytacji w ich własnym języku sprawia, że wiele staje się możliwe. Nawet zupełnie nowe osoby odnoszą z tego korzyść, nie musząc przy tym przewracać luźnych kartek tybetańskich tekstów. W większych ośrodkach istnieją też grupy, które uczą się śpiewania pudż. Tak więc sztuka ta, również na wschód od Renu, nie pójdzie z pewnością w zapomnienie. Zależy mi na tym, aby nowocześni, zdolni i krytyczni ludzie, którzy coraz częściej nas odwiedzają, nie trafiali od razu, jak to się często zdarzało w przeszłości, na pudżę. Ludzie tacy myślą wówczas, że trafili do katolików albo wylądowali w jakiejś sekcie i możemy nie mieć już drugiej okazji przyniesienia pożytku ani im ani innym, mającym podobne nastawienie.
Kagyu Life Nowi praktykujący nie uczą się już dziś żadnych pudż, ponieważ coraz więcej ośrodków w ogóle już ich nie praktykuje. Czy nie szkoda, że idą one całkiem w zapomnienie?
Lama Ole O tym powiedziałem już chyba dużo przy okazji poprzedniego pytania. Radzę moim starszym uczniom, którzy w krytyczny sposób starli się już z Nauką, by śpiewali teksty po tybetańsku dla uzyskania lepszej wibracji wtedy, gdy są zmęczeni, lecz w innych sytuacjach używali swojego własnego języka. Natomiast nowi ludzie muszą najpierw zrozumieć, dlaczego są buddystami. Jeśli któregoś dnia miałyby nas reprezentować jedynie osoby, które tylko sobie podśpiewują i chcą się dobrze poczuć, nie wiedząc co robią i dlaczego, nauka Buddy musiałaby pożegnać się ze swoją mocą i dobrym imieniem. Im dziwniej się człowiek zachowuje, na przykład kiedy śpiewa pudże, które wiele osób odbiera jako coś bardzo egzotycznego, tym lepiej musi wiedzieć, dlaczego to robi i umieć wyjaśnić sens swoich działań w zrozumiały sposób. W przeciwnym wypadku ostatecznie Budda traci twarz.
Kagyu Life Pragniesz stworzyć zachodni buddyzm. Sam wielokrotnie powtarzałeś jednak, że to delikatny proces, przy którym należy uważać, by nie wylać dziecka z kąpielą. W ostatnich latach wprowadziłeś wiele różnych zmian i unowocześnień, na przykład w praktykach wstępnych. Czym kierujesz się decydując, jak szybko i jak daleko możesz się posunąć w tej sprawie?
Lama Ole To bardzo proste. Trzeba ocenić, czy zmiana odpowiada sensowi tekstu i czy czyni go użyteczniejszym. Jak już wspomniałem, Tybetańczycy zachowali z języka Buddy jedynie mantry. Pozwalam więc teraz moim uczniom na czytanie w ich własnym języku tych części tekstów, które w przeciwnym razie byłyby dla nich niezrozumiałe. Zmiany te nie są bardzo radykalne, choć gdy przypuszczalnie niedługo pojawi się tekst nyndro opracowany przez Künziga Szamarpę na podstawie wskazówek VIII Karmapy, będziemy mieli jeszcze więcej możliwości wyboru. Zdziwicie się wówczas widząc, jak bardzo dbam o wierność przekazu. Ponieważ sam odczuwam wszystko tak bezpośrednio jak prąd elektryczny w ciele, jeśli coś jest nieprawdziwe albo spłycone, jest to bardzo nieprzyjemne.
Kagyu Life Czy ów rozwój nie prowadzi przy okazji do tego, że Twoje ośrodki oddalają się coraz bardziej od swych tybetańskich korzeni. Pudże były kiedyś czymś, co można było dzielić z Tybetańczykami i co dawało wszystkim poczucie wspólnoty.
Lama Ole Wysyłam każdego, kto tego chce, do śpiewających pudże, ale w rzeczywistości nasi tybetańscy goście chcą się przede wszystkim dowiedzieć, w jaki sposób udało nam się w ciągu dwudziestu pięciu lat tak skutecznie rozprzestrzenić ich naukę po całym świecie, a ostatnio również zakpić z Chińczyków w sprawie Karmapy. To, że uwolniliśmy go z rąk komunistów tak, że nawet się nie zorientowali, uważają wciąż za czysty majstersztyk. Poza tym odwiedzający nas Tybetańczycy chcą najczęściej zrobić zakupy lub podszlifować swój angielski, korzystając z naszej pomocy. Tylko wtedy kiedy Rinpocze udzielają inicjacji, tybetański jest jeszcze nie do uniknięcia. Otrzymujący inicjacje ludzie powtarzają za nimi tylko krótkie fragmenty tekstu i w ten sposób każdy może nadążyć za przebiegiem przekazu mocy. Ponieważ studenci K. I. B. I. dobrze się uczą, a khenpo są odpowiedzialni, nie sądzę, żeby coś istotnego zostało utracone.
Kagyu Life Na ile ważne są dla Ciebie związki z Tybetańczykami. Do ośrodków przychodzi ich coraz mniej.
Lama Ole Bardzo lubię tych spośród nich, którzy mają dobre, świeże umysły, im natomiast odpowiada swobodny styl panujący w naszych grupach, unikają wszystkiego co "święte i sztywne. Rozumiemy się natychmiast, chroniłem wielu z nich w poprzednich żywotach. Chociaż zawsze noszę normalne ubranie, zarówno na Wschodzie jak też na Zachodzie przychodzą do mnie po błogosławieństwo. Zostało nam już niewielu nauczycieli. Naszą szkołę już przed ucieczką z Tybetu cechowała raczej jakość niż ilość. Po trudnościach politycznych spowodowanych przez Chińczyków, kiedy to wielu, i to poza tym dobrych lamów, dało się złapać na ich lep albo związało się z nimi z wyrachowania, liczba wschodnich nauczycieli do których można mieć zaufanie skurczyła się do małej garstki.
Kagyu Life Ciebie oraz Twoją żonę Hannah XVI Karmapa ustanowił nauczycielami Dharmy, mimo iż nie odbyliście długiego odosobnienia, ani nie ukończyliście formalnych buddyjskich studiów. Sami również powierzacie obecnie to zadanie ludziom, którzy nie posiadają odpowiedniego przygotowania. Czy nie powstaje na skutek tego niebezpieczeństwo, że przekaz Dharmy na Zachodzie zostanie spłycony?
Lama Ole Oboje z Hannah zostaliśmy uznani przez Karmapę za lamów z powodu tego, czego udało nam się dokonać w poprzednich żywotach, w tym jednak również nie byliśmy w najmniejszym stopniu niedoświadczeni, jeśli chodzi o pogląd na świat i znajomość życia. Przez dwadzieścia pięć lat zajmowaliśmy się wyłącznie diamentową drogą, tym, by jak najlepiej przynosiła pożytek Zachodowi. Sądzę, że mam wystarczającą ilość zdrowego rozsądku, by rozpoznać i wykształcić przyszłych dobrych nauczycieli, z drugiej strony radzę im, by, kiedy to tylko możliwe, uczyli się jak najwięcej od w pełni wykształconych mistrzów, takich jak Künzig Szamarpa, czy Lobpyn Tseczu Rinpocze. Przede wszystkim moi uczniowie rozwijają się biorąc udział w aktywnościach ośrodków, nic nie czyni bowiem szybciej samodzielnym. W rzeczywistości żywe uzupełnienie w postaci idealizmu, bliskiej przyjaźni i zaufania należy do zasobu skutecznych środków diamentowej drogi. Jeżeli towarzyszy temu dzielenie z innymi doświadczeń w czasie kursów i podróży oraz pogląd mahamudry, wówczas zarówno uczeń, jak też nauczyciel odnajdą swoją moc i będą w stanie szybko wzrastać. Ludzki potencjał z pewnością nigdy nie był lepszy niż dzisiaj na Zachodzie. Nigdy nie było więcej wykształconych, krytycznych, przejrzystych i pełnych idealizmu ludzi, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Świecka i jogiczna droga Karma Kagyu używa wszelkich skutecznych metod pozwalających przynosić pożytek innym, w oparciu o prawdziwą wiedzę, kursy oraz odosobnienia, a także coraz częstsze spoczywanie w naturze samego doświadczającego podczas codziennych medytacji. Nauka Buddy jest ostatecznie zdrowym rozsądkiem, a ten rozwija się w bardziej przekonujący sposób w działaniu niż w unikaniu go.
Kagyu Life Jakie kwalifikacje posiadają autoryzowani przez Ciebie nauczyciele?
Lama Ole Muszą oni w przejrzysty sposób reprezentować trzy drogi Buddy. Oznacza to, że na zewnętrznym poziomie nauczyciel szkodzi innym w tak małym stopniu, jak to tylko możliwe. Na wewnętrznym musi chcieć działać dla dobra innych, a więc posiadać współczucie i dzięki poglądowi pustości być w stanie doświadczać rzeczy z dystansu, w szerszym kontekście, oraz dostrzegać ich podobną do snu naturę. Moc przekonywania nauczyciela zależy od tego, czy jest on w stanie zachować owo zrozumienie pustości w obliczu własnych problemów, jest to łatwe do zaobserwowania. Musi też być stale gotów do pozbawionego lęku wkraczania w sytuacje dla dobra innych. Na tajemnym poziomie powinien natomiast doświadczać tak głęboko jak to tylko możliwe jedności przestrzeni i radości oraz mieć odwagę promieniowania na świat tym zaufaniem. Dopiero wówczas jest się prawdziwym schronieniem dla innych. Ponieważ uczniowie skutecznie korzystają z moich wskazówek, są w stanie wznieść się na ten poziom i sprawiać, by ich urzeczywistnienie szybko przenikało coraz to nowe obszary życia. Dlatego w naszych grupach panuje tak swobodny, dobry styl. Oczywiście ktoś kto naucza, musi posiadać również doświadczenie tego o czym mówi, gdyż słuchacze łatwo wyczuwają, kiedy karmi się ich tylko teorią, jest się leniwym lub zablokowanym w jakikolwiek sposób.
Kagyu Life Pewien francuski lama powiedział kiedyś: "Kiedy Ole umrze, jego ośrodki nie będą miały żadnego nauczyciela. Będziemy im wtedy potrzebni, inaczej jego organizacja się załamie. Jest to z pewnością przesada, ponieważ istnieją również tacy nauczyciele jak Szamarpa, Tseczu Rinpocze, Khenpo Czödrak, a wkrótce także Karmapa. Oni jednak nie będą chyba tak intensywnie opiekować się ośrodkami i nadawać kierunku ich pracy, jak Ty to robisz. Jak potoczy się więc wszystko dalej, kiedy Ciebie zabraknie?
Lama Ole Ów lama i jego koledzy nie powinni być tak skromni. Potrzebujemy ich już teraz jako pilnych mnichów we Francji przechowujących ważne, ale nie pasujące do współczesnych czasów fragmenty nauki Buddy. Jest to potrzebne dla przyszłości, w której może znowu będą one odpowiadały warunkom panującym na świecie. Jeśli kiedyś pozostałe po mnie (mam nadzieję, że nie również po pasażerce) części trzeba będzie zbierać z autostrady, moje "młode lwy spotkają się pod wodzą Hannah i Caty, ulepszą jeszcze naszą pracę i, tym razem już bez upartego pana z Danii, będą przynosić pożytek coraz większej liczbie coraz bardziej wdzięcznych ludzi. Potem, po jakimś czasie odnaleziony zostanie i uznany za moją inkarnację piegowaty, dziki chłopiec podciągający kobietom spódnice, żeby zobaczyć, co zakrywają. Wreszcie po kilku latach odnajdziecie również najpiękniejszą dziewczynkę i to będzie Hannah (która teraz mnie bije i to w dodatku aż w Peru!).
Kagyu Life Czy sądzisz, że Twoja wizja pełnego wolności zachodniego buddyzmu ludzi świeckich i joginów sprawdzi się i będzie funkcjonować przez dłuższy czas? Co jest do tego potrzebne?
Lama Ole Jeżeli istnieje coś, o co będę walczył zawsze i przy użyciu wszelkich środków, to jest to właśnie to. Wszędzie tam i zawsze wtedy, kiedy zaczniemy sztywnieć i przypominać kościół, będę bezlitosny, także we wszystkich przyszłych żywotach. Uczniom, którym brakuje świeżości będę dodawał energii na wszelkie sposoby, aż wreszcie znowu się na coś odważą i będą się wszystkim cieszyć.
"Święty to "całkowity, "zupełnie zdrowy (po niemiecku "heilig znaczy "święty, a samo "heil, "zdrowy, "całkowity- przyp. tłum. ), a nie martwy albo zesztywniały i nasze nieustanne dzielenie się mahamudrą w miłości, medytacji i zabawie daje pewność, że rzeczy wokół i wewnątrz nas nie staną się wąskie i ograniczone. Droga ta, odrzucając wszelką poprawność polityczną, sztuczność i cukierkową słodycz, będzie w stanie skutecznie prowadzić nas ku rozwojowi. Dopóki moje książki i filmy video będą używane, niczego nie stracimy. Dlatego również próbuję zawsze znaleźć trochę czasu na pracę nad nimi.
Kagyu Life Z jednej strony przypisujesz swoim uczniom doskonałe kwalifikacje do pracy w nowoczesnych zachodnich społeczeństwach, z drugiej jednak nie dajesz im prawa udzielania schronienia lub lungów, które przekazują wszyscy lamowie mający za sobą trzyletnie odosobnienie. Jak mógłbyś to wyjaśnić?
Lama Ole To prawda. Na razie nie zaszliśmy jeszcze tak daleko, pewien francuski specjalista od dmuchania szkła, który przed laty chciał wymóc na mnie owe pełnomocnictwo szybko padł ofiarą swego własnego pośpiechu i pogoni za karierą. Nie mógłbym również dać prawa do udzielania schronienia wszystkim bliskim uczniom, ponieważ chodzi tu zarówno o oddanie, jak też o wiedzę i pewien określony rodzaj dojrzałości. Ponieważ pozycja nauczyciela jest tak ceniona, udzielając tych przekazów jedynie niektórym z uczniów, sprawiłbym przykrość innym, którzy może lepiej wykonują inną, równie ważną pracę. W przypadku świeckich praktykujących i joginów jest to także trudniejsze. W pewien sposób stoimy wśród ludzi nadzy, bierzemy udział w ich codziennym życiu. Nie zachowujemy dystansu tak jak mnisi, od których nie oczekuje się zajmowania stanowiska w wielu drażliwych sprawach i którzy zawsze mogą schować się za ścianą swojego odmiennego sposobu życia. Działanie człowieka świeckiego czy jogina powinno być przejrzyste i zrozumiałe natychmiast albo przynajmniej po kilku słowach, są to o wiele większe wymagania. Do takich nauczycieli przychodzą również o wiele bardziej krytyczni ludzie, ci, którzy pragną nadać swemu życiu naprawdę głębokie znaczenie.
Zobaczymy, jak to się wszystko rozwinie, wśród moich uczniów wielu jest już takich, u których z powodu ich przykładu sam mógłbym przyjąć schronienie. Musieliby oni jeszcze nauczyć się czegoś więcej o rodzinach buddy i o nadawaniu imion, których tybetańskie brzmienie na razie zachowamy. Chciałbym też najpierw przedstawić ich Karmapie, gdyż mając dodatkowe przekazy będą w stanie silniej oddziaływać na swoich uczniów. Ponieważ nowi ludzie mogą wykonywać wszystkie praktyki proponowane przez ośrodki w oczekiwaniu na schronienie i lungi, nie będą tracić czasu.
Kagyu Life Jednym z głównych filarów twojej aktywności jest poła, praktyka świadomego umierania. W Tybecie medytacja ta była w dużym stopniu utrzymywana w tajemnicy. Ty jednak nauczasz jej w czasie dużych publicznych kursów, w których ostatnio często bierze udział za każdym razem ponad tysiąc uczestników. Wielu z nich dopiero zaczęło medytować. Dlatego ludzie z innych szkół zarzucają Ci, że jest to niepoważne.
Lama Ole Nie ma niczego bardziej demokratycznego niż śmierć. Karmapa już w 1972 roku wysłał Hannah i mnie do mistrza poły Ajanga Tulku, ponieważ w przyszłości mieliśmy przekazać jego mądrość naszym niezliczonym związkom karmicznym, Wam. Robię to teraz na prośbę najwyższych nauczycieli Karma Kagyu. Ci, którzy opanowali tę praktykę nie stali się zadufani w sobie i nie zaniechali robienia czegokolwiek dla innych, o czym przekonanych jest głęboko parę niezbyt wielkich duchem osób. Przeciwnie, rozwinęli w sobie pewien wewnętrzny nadmiar zgodnie z zasadą: "szlachectwo zobowiązuje. Ludzie ci promieniują teraz na wszystko i wszystkich dookoła odnalezioną przez siebie mocą i pewnością. Poła uwalnia w człowieku coś bardzo dobrego. Doświadczenia, które zebrałem doprowadzając do uzyskania znaków powodzenia w tej medytacji około dwadzieścia trzy tysiące osób na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, potwierdzają mój pogląd: ludzie są wspanialsi i zdolniejsi niż chcą im to przyznać nieudacznicy, sprzedawcy poczucia braku własnej wartości i cisi fani nieciekawego, pozbawionego przestrzeni życia. I jeszcze raz: nawet "najwyższe praktyki nie są niczym więcej niż praktycznie zastosowanym zdrowym rozsądkiem, jeżeli zostaną właściwie wyjaśnione. A przy okazji, to, że ta tak pożyteczna medytacja bywa obiektem skarg ze strony gelugpów nie jest niczym nowym. Ajang Rinpocze doświadczył z ich strony tego samego , kiedy w 1972 roku uczyliśmy się od niego w położonych na południu Indii obozach uchodźców. Powiedział wówczas, że zazdrościli mu sukcesów! Mogę na końcu przytoczyć jeszcze pewną wypowiedź Dalaj Lamy, pochodzącą sprzed kilku lat. Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć przy okazji chwalenia samego siebie i zaszkodzenia źródłu moich informacji. Otóż w jednej z rozmów z Antonio Karamem, szefem Casa Tibet w Meksyku, doszło po jednym z moich corocznych kursów poła do następującej wymiany zdań: "Znowu wszyscy ukończyli kurs z wyraźnym znakami? Dzisiaj mało komu się to udaje. Jakim tekstem on się posługuje? Tony odpowiedział: "Kźnzang Lama Szellung. Wówczas Dalaj Lama zakończył: "Też będę go używał.
Kagyu Life Mówi się czasem, że ta praktyka, podobnie jak wiele wyższych medytacji diamentowej drogi, może być niebezpieczna bez odpowiedniego przygotowania. Co mówi na ten temat Twoje doświadczenie?
Lama Ole Ludzi stać na wiele więcej, niż się przeważnie sądzi. Nie wolno po prostu uważać ich za gorszych niż są. Setki moich uczniów skakały już na przykład ze spadochronem albo bungee, odczuli prawie wyłącznie radość i ulgę. Zaufanie opłaca się również w czasie medytacji. Doświadczam tego zawsze w ten sposób, że to właśnie buddowie zapraszają ludzi na poła i są obecni przez cały czas w miejscu medytacji. Tych, którzy biorą w niej udział chroni więc pole mocy i schronienie.
Kagyu Life W ostatnich latach buddyzm zaczął cieszyć się szerokim uznaniem społecznym. Ty sam często mówisz, że "dotarł do środka społeczeństwa. Istnieją ludzie, również wśród Twoich uczniów, którzy mówią, że Twój styl nie pasuje już do tej sytuacji i że Twoje często prostolinijne i niedyplomatyczne wypowiedzi szkodzą temu, co zostało już osiągnięte oraz, że przydałoby Ci się trochę więcej "poprawności politycznej. Co o tym sądzisz?
Lama Ole To już się dzieje, widać bardziej niż wyraźnie, że przyczyną klęski prawie wszystkich guru są ich spadkobiercy i dokładnie właśnie tego przykładu nie potrzebujemy dla naszej pracy w Karma Kagyu. T. C. H. O., podpis, którego Tomek, Caty, Hannah i ja możemy wszyscy używać, oznacza rozszerzenie odpowiedzialności dokładnie tam, gdzie zapadają ważne decyzje. Doświadczeni i skuteczni w działaniu ludzie reprezentują nas od pewnego czasu w sferach, w których mogą się pojawić pewne napięcia w kontakcie ze światem zewnętrznym, na przykład w sprawach finansowych.
Prawie w całej Euroazji, Australii i Ameryce Północnej istnieją uznane przez poszczególne państwa związki Karma Kagyu. Również w czasie naszej ostatniej podróży po Meksyku oraz Środkowej i Południowej Ameryce współpraca pomiędzy krajami, w których mamy ośrodki, udała się bardzo dobrze, czego z pewnością nikt nie oczekiwał, gdyż większość z tych państw toczy ze sobą drobne wojny co kilka lat. Jednocześnie mimo tego wszystkie ośrodki Karma Kagyu wyrażają błogosławieństwo linii zgodnie z własnym zrozumieniem i to, co proponują zewnętrznemu światu ma w dużej mierze ten sam smak. Wszędzie można zaobserwować szybki rozwój i jestem wszystkim niezwykle wdzięczny za ogromną pracę oraz podejmowane codziennie niezliczone decyzje, bez których nic by nie funkcjonowało, a z których inni nie zdają sobie sprawy.
Nie porzucę swojej pracy strażnika linii przekazu i dzierżawcy wizji naszego rozwoju na Zachodzie. Do wypełnienia obu tych zadań zobowiązał mnie Karmapa, oczekuje ode mnie tego również w swej siedemnastej inkarnacji. Generała wymienia się dopiero wtedy, gdy zaczyna przegrywać, a Lama Ole na razie jest nie do zastąpienia, jeśli chodzi o obronę, sprawy zagraniczne i zachodnią politykę w kontaktach z kościołami.
Mówiąc krótko: jeśli znajdzie się ktoś lepiej nadający się do tej pracy, będę się cieszył medytacją, jazdą na motorze i dostateczną ilością czasu na pisanie książek, który wasi T. C. H. O. już teraz chętnie by mieli. Do tej pory jednak obiecuję wam nadal myśleć samodzielnie, nigdy nie stać się poprawnym politycznie i nie pozwolić wam na nudę.